List o. Generała na uroczystość kanonizacji Tytusa Brandsmy O.Carm.

KRZYŻ JEST MOJĄ RADOŚCIĄ

List Przełożonego Generalnego, ojca Míċeála O’Neilla O.Carm,

do Rodziny Karmelitańskiej

z okazji kanonizacji Tytusa Brandsmy

KRZYŻ JEST MOJĄ RADOŚCIĄ

Drodzy Bracia i Siostry Rodziny Karmelitańskiej,

Jego Świątobliwość papież Franciszek przewodniczył w dniu 4 marca 2022 roku zwyczajnemu Konsystorzowi Kardynalskiemu i zatwierdził, ku ogromnej radości całej Rodziny Karmelitańskiej, kanonizację błogosławionego Tytusa Brandsmy O.Carm. Wyznaczył także na dzień oficjalnego wpisania go do Spisu Świętych 15 maja 2022 roku. Korzystam z tej okazji, aby zwrócić się z entuzjazmem do całej Karmelitańskiej Rodziny.

Świadectwo ojca Tytusa jest inspirujące i budujące nie tylko dla Zakonu Karmelitańskiego, ale także dla naszego społeczeństwa. Odnajdujemy w nim, w tych dniach wstrząsanych widmem wojny, proroka nadziei i świadka pokoju, kiedy patrzymy na miliony ludzi zmuszonych do porzucenia swojej ojczyzny z powodu dewastacji Ukrainy. Dziś jesteśmy także wezwani do spojrzenia na wojenne rany – nieraz obojętnie zapominane – które cały czas krwawią w różnych częściach świata. Kościół w tych okolicznościach ma możność nieść światu encyklikę „Fratelli tutti” i czynić ją rzeczywistością pokładając nadzieję w Bogu, który marzy i wierzy w powszechne braterstwo swoich dzieci. Zjednoczmy nasze głosy z głosami mężczyzn i kobiet dobrej woli, k†órzy wobec cierpienia niewinnych, wołają o pokój, wolność, obronę godności każdej osoby. Tytus, doświadczony znawca ludzkiej kondycji, nauczył nas swoją krwią przelaną z miłości (por. Mk 14,24), że być uczniem Chrystusa to nie tylko podziwiać Go czy wiele o Nim wiedzieć, ale być gotowym na udział w tym samym losie miłości.

1. Świadek prawdy

            Świat i sam Kościół żądają od nas dzisiaj przejrzystego i autentycznego świadectwa życia. „Naszym pragnieniem jest, aby ludzie zobaczyli to, czym zgodnie z naszym powołaniem mamy być”[1]. „A czym mamy być?”[2] – pytają nasi święci – „Kim jestem?” jest to zresztą pytanie duchowe par excellence. Intensywne życie błogosławionego Tytusa Brandsmy pomaga nam odkryć, że, kiedy „tożsamość” uważana jest jedynie za warunek „działania”, grozi nam niebezpieczeństwo zagubienia się i nie robienia nigdy nic. Tożsamość nie jest tylko jeszcze jednym warunkiem dla misji. Tożsamość i misja idą ze soba w parze: charyzmat to życie, a nie spekulacje. Powinniśmy założyć dynamiczną interakcję między tożsamością i misją, w ramach której nasze działanie pomaga określić naszą tożsamość i vice versa[3].

            Błogosławiony Tytus przypomina nam, że nasze życie staje się świadectwem, kiedy towarzyszą mu uczynki. Holenderski karmelita przypomina swoim braciom: „Lepiej być nieukiem pełnym wiary niż człowiekiem mądrym bez serca… Ponieważ tylko człowiek, który działa w ścisłym zjednoczeniu z Bogiem, może naprawdę zjednoczyć się ze swoim bliźnim. Tylko ktoś, kto żywi się Bogiem, może świadczyć o Bogu swoimi uczynkami”. Przy innej okazji powie: „Tym, co czyni pięknym nasze wspólne życie, są nie tyle obowiązki i prawa, ale pomoc i miłosierdzie”. Kościół potrzebuje świętych dnia powszedniego, takich, którzy prowadzą spójnie zwyczajne życie, „świętych z drzwi obok”[4] – jak lubi ich nazywać papież Franciszek –; lecz także takich, którzy będą  mieli odwagę przyjąć łaskę bycia świadkami aż do końca, aż do śmierci. Wszyscy oni – a wśród nich nasz brat Tytus – są żywą krwią Kościoła.

2. Karmel mnie zafascynował

            Papież Franciszek w swoim orędziu na Kapitułę generalną Braci w 2019 roku nawiązał do autentyczności wierności własnemu powołaniu i cytując błogosławionego Tytusa Brandsmę powiedział: „Rzeczą właściwą Zakonowi Karmelitańskiemu, jakkolwiek jest on zakonem żebrzącym prowadzącym życie czynne, który żyje pośród ludzi, zachowywać wielki szacunek dla samotności i oderwania od świata uważając samotności i kontemplację za najlepszą część swojego życia duchowego”. Ojciec Brandsma wstąpił do Karmelu pociągnięty karmelitańskim  charyzmatem: „Duchowość Karmelu, która jest życiem modlitwy i pełne czułości nabożeństwo do Maryi, skłoniły mnie do fortunnej decyzji o wyborze tego sposobu życia. Duch Karmelu mnie zafascynował”. Ojciec Tytus nie tęskni nostalgicznie za przeszłością, ale czerpie z przeszłości Karmelu, z mistyków i wzorów świętości, traktując ich jako postacie prorocze mające wiele do powiedzenia także w obecnych czasach. I rzeczywiście założył na Uniwersytecie w Nijmegen „Instytut Mistyki”, którego dziedzictwo zostanie podjęte dziesiątki lat później przez Instytut noszący jego nazwisko.

            Tytus, przyjaciel Boga, tworzy most pośród „mnóstwa świadków” bogatej tradycji duchowej  Karmelu. Wiedział, jak połączyć tradycję i nowoczesność w sposób mistrzowski i integralny. Błogosławiony Tytus Brandsma był człowiekiem otwartym i elastycznym, o ogromnej zdolności do pracy, której oddawał się z hojnością i pasją. Żył duchem kontemplacyjnym Karmelu w sposób zrównoważony i harmonijny, będąc człowiekiem modlitwy, braterskim i profetycznym pośród ludu. Być może kluczem do zrozumienia jego wszechstronnej osobowości jest różnorodność powierzanych mu zadań: rektor Uniwersytetu katolickiego w Nijmegen, profesor, wykładowca, tłumacz i badacz, założyciel szkół, działacz ruchu ekumenicznego, zawodowy dziennikarz i delegat episkopatu holenderskiego do spraw prasy, a oprócz tego prowadził intensywne życie apostolskie (pomagał włoskim emigrantom czy pisał dziewczynie analfabetce listy do jej rodziny). Wyróżniał się swoim duchem braterskim, współczującym humanitaryzmem i czułością wobec otaczających go ludzi (studentów, kolegów, przyjaciół, itp.), czyniąc z dialogu nowe imię miłości. W błogosławionym Tytusie, jak nam przypomniał papież Franciszek, w naturalny sposób spotkała się kontemplacja i współczucie, unikając zdegradowania „duchowości do pseudomistyki i weekendowej solidarności” lub pokusy niepatrzenia w stronę ubogich, aby nas nie zagadnęli.

3. Mistyk w codzienności

            Tytus był mistykiem w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu: wierzącym przeżywającym obecność miłości Boga wśród okoliczności życia od tych najzwyklejszych aż do najbardziej heroicznych okoliczności własnego męczeństwa. Wyróżnia go głęboka duchowość, nie tylko teoretyczna – był uznanym ekspertem w zakresie mistycyzmu nadreńsko-flamandzkiego, devotio moderna i wielkim znawcą dzieła i doktryny świętej Teresy od Jezusa, której był żarliwym wielbicielem, ale także oparta o doświadczenie. Tytus uważał, że wielkie dzieła Boże zazwyczaj dokonują się w milczeniu. Dlatego był bardzo dyskretny w ujawnianiu swojego życia wewnętrznego, choć stało się ono widoczne w najbardziej dramatycznych chwilach, szczególnie w obozach koncentracyjnych, w których był internowany. Doświadczenie mistyczne – według niego– nie jest zarezerwowane dla elity czy jakiejś wyselekcjonowanej grupy. Odnosząc się do XVII-wiecznego francuskiego mistyka karmelitańskiego, Jeana de Saint-Samson, w jednym z wykładów wygłoszonych w Stanach Zjednoczonych, stwierdził: „[Jean de Saint-Samson] odrzucał kategorycznie pogląd, że życie mistyczne – które nie polega w swej istocie ani na wizjach, ani na objawieniach, ani na stygmatach, ani na lewitacji, ani na oglądaniu Boga przed nami i w nas – nie jest dostępne dla wszystkich i każdego z nas”. Tytus doceniał świadectwo tych, k†órzy w tradycji karmelitańskiej pogłębiali widzenie osoby jako „Boga przez uczestnictwo”[5].

            Ojciec Tytus podkreślał, że prawdziwy mistyk nie jest istotą oderwaną od rzeczywistości ani nie wycofuje się do nieczułej, ascetycznej bańki, ale że jego głęboka, osobista relacja z Bogiem (por. 1 Krl 17,1) czyni go otwartym na potrzeby, dramaty i pytania mężczyzn i kobiet jego czasu. „Modlitwa – według naszego karmelity – jest życiem, a nie oazą na pustyni życia”. Nie będzie on tylko uczonym i profesorem duchowości, ale zdoła uczynić ze swego życia doskonałą symbiozę modlitwy z pracą. Mistyka zatem wciela się głęboko w świat i w każdą ludzka istotę będącą obrazem Bożej obecności (por. Ps 8,5; Hbr 2,7). To, że Tytus żył życiem mistycznym w codzienności potwierdził z wielkim poczuciem humoru słynny holenderski pisarz Godfried Bomans, który znał bardzo dobrze jego niezmordowanego, wędrownego ducha, gdy powiedział: „Brandsma był jedynym mistykiem w Europie, który miał abonament kolejowy i przeżywał swoją świętość w wagonie pociągu”.

4. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…” (Mt 5,9)

            Tytus wyróżniał się tym, że był rzecznikiem pokoju. W jednym ze swoich najsłynniejszych wykładów (Deventer, 1931) podkreślał z mocą, że praca na rzecz pokoju nie jest jedynie zadaniem rządzących i polityków. Uwydatniał fakt, że wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni i możemy robić więcej na rzecz pokoju. Myśl Tytusa Brandsmy daleka jest od antropologicznego pesymizmu, który godził się z maksymą „si vis pacem, para bellum” („chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”). Sprzeciwiał się poglądowi, że jednak wojna koniecznie pociąga za sobą kolejną. W historii ludzkości – podkreśli Brandsma – nie brak było „heroldów”, którzy głosili pokój i pracowali dla pokoju. Przyjął z determinacją odniesienie do Chrystusa jako „Króla pokoju” i „orędownika pokoju”… Biblijne „shalom” – zauważa – nie jest tylko dobrym życzeniem  braku trudności. Pokój Chrystusa zmartwychwstałego nie jest tylko kruchą, powierzchowną ugodą, ale głębokim uczuciem pojednania, uległości, miłości, wielkoduszności, cierpliwości, ufności… które przemienia rzeczywistości społeczne, polityczne i gospodarcze. Tytus twierdzi odważnie, że jeśli nie będzie prawdziwego nawrócenia, które postawi pokój pośrodku serca każdego mężczyzny i każdej kobiety, wybuch nowej wojny jest tylko kwestią czasu (jak to się stało i nadal niestety się dzieje).

            Tytus przewidział, że swego rodzaju „zbiorowy egoizm” doprowadzi narody do szukania jedyni własnego dobra, choć to często oznacza deptanie praw innych. Chrytus natomiast nie wznosi murów i nie ustala granic, które dzielą (por. Ef 2,14-15). „Pokój jest możliwy” – nalegał – i odrzucał ideę, którą z łatwością mogły manipulować pewne ideologie, jakoby wojna i przemoc były nieuniknione, ponieważ wpisane w naturę ludzką. Istotnie, wielokrotnie zastanawiał się nad odpowiedzialnością prasy katolickiej we współczesnym społeczeństwie, jej zadaniem szerzenia pokoju, sprzeciwiania się wyścigowi zbrojeń, ksenofobii, nacjonalizmowi i rasizmowi. Nie zapominajmy, że Tytus został aresztowany za obronę niezależności mediów katolickich, gdyż sprzeciwiał się publikowaniu w prasie katolickiej propagandy narodowo-socjalistycznej. Jest wspaniałe świadectwo w tak zwanej „erze postprawdy”, w której szerzą się „fake newsy” manipulując opinią publiczną. Tytus opiera się odważnie i podziela opinię tych, którzy uważają, że „pierwszą ofiarą wojny jest prawda” i będzie głosił, że tylko prawda może nas wyzwolić (por. J 8,31): „Po kościołach prasa jest najlepszą amboną do głoszenia prawdy, nie tylko po to, by odpowiadać tym, którzy nas atakują, ale aby dzień po dniu mówić prawdę… Prasa jest siłą słowa przeciwko przemocy broni… Jest to siła naszej walki o prawdę”.

            Dla Brandsmy prasa nie jest jedynie narzędziem walki w służbie ideologii lub władzy, stanowi narzędzie spotkania, dialogu, uczciwego i szczerego poszukiwania prawdy. Dziennikarstwo jest zadaniem wymagającym pewnej postawy wewnętrznej. Papież Jan Paweł II umiał to b ardzo dobrze uchwycić kiedy w przemówieniu do przedstawicieli dziennikarzy włoskich i zagranicznych podkreślił ten mistyczny i duchowy aspekt postaci Tytusa Brandsmy:

            „Poszanowanie prawdy wymaga poważnego zaangażowania, a także rzetelnego i skrupulatnego wysiłku badawczego, weryfikującego, wartościującego… Przychodzi tu spontanicznie na myśl odwołanie do heroicznej postaci kapłana karmelitańskiego Tytusa Brandsmy, którego miałem radość zaliczyć do błogosławionych. Dzielny dziennikarz, internowany i zabity w obozie zagłady za niezłomną obronę prasy katolickiej, należy do grona męczenników wolności słowa przeciwko tyranii dyktatury…”. 

5. Siła maluczkich i tych, którzy umieją kochać

            Miłość do przyjaciół właściwa jest wszystkim ludziom – pisał Tertulian[6] – ale miłość do nieprzyjaciół tylko chrześcijanom. Dla profesora Brandsmy przebaczenie nie było oznaką słabości, ale heroicznym aktem osób wielkiego ducha, a Tytus jaśniał jako prawdziwy sługa pojednania. Prawdziwe przebaczenie – twierdzi – jest decyzją nadprzyrodzoną mającą swe korzenie w Bogu, a nie w ludzkich siłach. Nie było łatwo żyć tym duchem pojednania w Europie objętej gorączką i konwulsjami, w której przyszło mu żyć. Chrześcijanin – według Brandsmy – nie może poddać się fatalizmowi wykluczania przebaczenia z życie politycznego i z relacji międzynarodowych relegując je do sfery prywatnej. W swojej słynnej homilii z 16 lipca 1039 roku podczas eucharystii ku czci św. Bonifacego i św. Wilibrorda Tytus kładł nacisk na przemieniającą moc przebaczenia w jedynym w swoim rodzaju hymnie miłości do nieprzyjaciół. Jego słowa demaskujące mentalność podżegającą do wojny były bardzo bezpośrednie: „Żyjemy w epoce, która potępia miłość jako słabość, którą należy przezwyciężyć. To nie miłość – mówią niektórzy – należy pielęgnować, ale własną siłę: aby każdy był tak silny, jak to możliwe, i aby słaby zginął… Przychodzą do was z tym nauczaniem i nie brak nierozważnych, którzy chętnie je przyjmują…”.

            Tytus nie tylko głosił przebaczenie; on sam w swojej śmierci był u kresu swych dni prawdziwym „sakramentem przebaczenia”. Tizia (pseudonim pielęgniarki, która zrobiła mu zastrzyk z fenolu) opowiada, że uprzejmość i współczujące spojrzenie Tytusa (por. Iz 53,7) sprawiły, że odczuła miłosierdzie Boga i narodziła się na nowo. Brat karmelita był świadom, że nienawiść nie jest siłą twórczą: tylko miłość nią jest. W procesie beatyfikacyjnym Tizia zeznawała twierdząc, że „[Tytus] odczuwał współczucie dla mnie…”. „W jego wzroku nie było ani krzty nienawiści… Kiedy się na niego patrzyło, można było wyczuć w nim coś nadprzyrodzonego”. „Dał mi swój różaniec, żeby nauczyć  mnie modlitwy. Odpowiedziałam, że nie wiem, jak się modlić, więc go nie potrzebuję. Powiedział mi, że nawet jeśli nie umiem się modlić, mogę przynajmniej odmawiać drugą część Zdrowaś Mario: ‘Módl się za nami, grzesznikami’”. Na Tytusie i na innych więźniach przeprowadzano w obozowym szpitalu eksperymenty – mówi Tizia – i on był tego świadom. W pewnym momencie zawołał: „Niech się dzieje Twoja wola, Panie, nie moja!”, robiąc ogromne wrażenie na młodej pielęgniarce. Jego kolega, także profesor Uniwersytetu w Nijmegen, Robert Regout SJ, napisał, że „Brandsma umarł tak, jak żył. Nie umarł po prostu. Brandsma był zjednoczony z Chrystusem naśladując Go aż do swojego ostatniego tchnienia”. Życie Tytusa Brandsmy jest tubą wołającą o pojednanie. Już w więzieniu, u kresu swoich dni, drżącą ręką napisał wzruszającą i pojednawczą: „Niech Bóg zbawi Holandię! Niech Bóg zbawi Niemcy! Niech Bóg sprawi, by te dwa narody chodziły na nowo w pokoju i wolności i by uznały Jego chwałę dla dobra tych dwóch tak sobie bliskich narodów!”,

6. „Niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje” (Mt 16,24)

            Nie ma miłości, poświęcenia i ofiary, która nie zawierałaby swojej dozy krzyża. Tytus przyłączył się do tych, którzy w Karmelu ślubowali wewnętrzne nabożeństwo do krzyża (św. Jan od Krzyża, św. Maria Magdalena de’ Pazzi, św. Teresa Benedykta od Krzyża, bł. Anioł Paoli,…). Mistyk odkrywa, że, jeśli jest coś, co charakteryzuje istotę ludzką, to jest to słabość rozumiana jako podatność na bycie ranionym przez innych; w cierpieniu możemy zdać sobie sprawę, na ile kochamy i na ile jesteśmy kochani. Tytus był żarliwie zakochany w Bogu i w ludzkości i istotnie, tak jak Jezus, został przebity (por. J 19, 34), a misterium krzyża znalazło przedłużenie w jego życiu ofiary przemocy, zła i niesprawiedliwości. Wcześniej nauczał w aulach uniwersyteckich: „Są osoby, które marzą o mistyce cukierkowatej, nie zdając sobie sprawy, że Bóg, który szuka związku z nami, podjął drogę, na której był krzyż i śmierć”. „Pomoc Boża jest niezbędna – powie przy innej okazji – ponieważ wobec cierpienia jesteśmy tylko biednymi ludźmi”. Czasami zadawał sobie pytanie: „Pytam sam siebie, czy w naszej epoce nie potrzeba mężczyzn i kobiet, którzy zgodziliby się wziąć cierpienie świata na swoje barki”.

            Uderza jego szczególne nabożeństwo do kontemplowania Męki Chrystusa i jego obrona Drogi Krzyżowej belgijskiego malarza ekspresjonistycznego Alberta Servaesa, w której Chrystus wyobrażony jest jako człowiek słaby, wygłodzony i wyczerpany. Władze kościelne były zgorszone tymi rycinami i zabroniły ich wystawiania. Tytus podczas polemiki, jaka rozgorzała, poparł artystę twierdząc, że cierpiące ciało Chrystusa obecne jest w każdym zranionym i bitym człowieku.

            Także przebywając w więzieniu Scheveningen nasz karmelita napisał komentarz do Drogi Krzyżowej dla sanktuarium św. Bonifacego w Dokkum, na jego ojczystej ziemi. Co ciekawe, brak w nim ostatniej stacji. Być może ojciec Tytus nie miał czasu jej napisać, ponieważ został wysłany do obozu przejściowego w Amersfoort, lub zaginęła wśród papierów zwróconych rodzinie. Być może jednak Brandsma nieświadomie antycypował swoje przeznaczenie: on także nie miał zostać złożony do grobu, lecz jego prochymiano rozsypać wraz z prochami innych więźniów po polach w pobliżu Lager Dachau. Podzielił w ten sposób los wielu osób spopielonych w Hiroszimie i Nagasaki, ofiar Gułagu, nowojorskiego WTC, ludobójstwa w Ruandzie, Kambodży, Bośni i Hercegowinie… i tylu innych ofiar różnych form barbarzyństwa w XX wieku, do których niestety zaczynają dołączać ofiary barbarzyństwa w XXI wieku.

            Krzyż ukazuje, z jednej strony, kruchość człowieka, istnienie zła i cierpienia, z drugiej zaś siłę i zdolność miłości będącej odbiciem ogromnej miłości Boga do człowieka. Miłość i cierpienie zawsze idą w parze. Co oznacza nieść krzyż? Nie chodzi o to, by być masochistą i sprawdzać, do jakiego momentu jesteśmy w stanie znieść cierpienie. Na krzyżu widzimy naszą zdolność kochania za darmo i bezwarunkowo i na ile jesteśmy w stanie dzielić się z naszymi bliźnimi, towarzyszyć im i ich pocieszać. W tych ekstremalnych okolicznościach błogosławiony Tytus postawił miłosierdzie i współczucie w centrum swojego przepowiadania.

7. Nigdy tak szczęśliwy!

            Męczennik wyznaje swoją wiarę aż do ostatnich konsekwencji. Jak powiedział Jan Paweł II w homilii z okazji beatyfikacji Tytusa Brandsmy: „Z pewnością takiego heroizmu nie da się zaimprowizować”, jest on owocem intensywnego życia wewnętrznego. Dowodem tego, że duchowość jest autentyczna, jest przypieczętowanie jej własną krwią. Męczennik jest wolny wobec władzy, wobec świata i wolny, by nie miłować swego życia – aż do śmierci (Ap 12,11). Męczeństwo nie jest rezultatem ludzkich wysiłków, jest darem Boga, który uzdalnia nas do oddania własnego życia z miłości do Chrystusa i do Kościoła, a także do świata (por. LG 42).

            Tytus w obozie koncentracyjnym Scheveningen zachował wiarę, a w piekle Lagru napisał słynny wiersz „Przed wizerunkiem Jezusa”:

            Jestem szczęśliwy w moim cierpieniu

            Ponieważ wiem, że już nie cierpię,

            Lecz moje ostateczne szczęście wybrania,

            Które łączy mnie z Tobą, o Boże…

            Bo Ty, o Jezu, jesteś ze mną

            Nigdy dotąd nie byłem tak blisko Ciebie.

            Pozostań ze mną, słodki Jezu,

            Twoja obecność wszystko przemienia mi w dobro.

            Później w Amersfoort, w Wielki Piątek, skulony na skrzyni w baraku wobec swoich współwięźniów, wygłosił najbardziej szczerą i autentyczną homilię w swoim życiu, jak przytacza świadek w Summarium: „Mówił nam o męce Chrystusa i porównywał ją do naszych cierpień. Powiedział nam, że nasz pobyt w obozie jest podobny do przebywania Chrystusa w grobie, i że my także, tak jak On, pewnego dnia zostaniemy wyzwoleni z ciemności”. To na wpółumarłe zgromadzenie , które go słuchało (lekarze, działacze związkowi, monarchiści, komuniści, żydzi, chrześcijanie i protestanci…) było żyjącym tabernakulum, w którym bardziej niż gdziekolwiek indziej odczuwało się obecność Chrystusa.

* * * * *

            My, karmelici, w tym krytycznym momencie naszej historii, gdy ludzkość nadal boryka się z wojną, przemocą, rażącymi nierównościami i wieloma innymi przejawami zła, nie przestajemy w pełni pokładać ufności w miłosierdziu i łasce Bożej. Demaskujemy, z mocą proroka Eliasza, wszystko to, co niszczy człowieka: naszych braci i siostry, z którymi w pełni dzielimy ziemskie pielgrzymowanie z jego radościami i nadziejami, z jego cierpieniem i niepokojem (por. GS 1). Jednocześnie pragniemy odkrywać, kontemplować i rozważać piękne znaki – niekiedy kruche i ukryte – obecności Boga w naszym życiu. Z realizmem, a także spojrzeniem wiary, podziwiamy piękno, z jakim Duch Święty wszędzie się udziela.

            Jak pierwsza wspólnota chrześcijańska „razem z Maryją, Matką Jezusa” (Dz 1,14) także my pragniemy być znakiem nadziei i zachęty dla wszystkich, którzy mają kontakt z duchowością Karmelu i pragniemy rozmyślać, jak to robił ojciec Tytus Brandsma w sytuacjach bardzo dramatycznych, nad miłosierdziem i czułością Boga. Utożsamiam się więc z piękną inwokacją błogosławionego Tytusa pochodzącą z jego rekolekcji:

            „Tak jak apostołowie chcemy trwać jednomyślnie na modlitwie z Maryją, Matką Jezusa, ufając, że przez jej wstawiennictwo, duch odnowy zstąpi na nas rozpalając nasze zimne serca… Maryja będzie naszą przewodniczką!”.

            Maryjo, Matko i Siostro nasza, która u stóp krzyża (por. J 19,25) złączyłaś się z cichym i pokornym sercem Jezusa (por. Mt 11,29), prosimy Cię za wszystkich, którzy cierpią z powodu swojej wierności Chrystusowi i Jego Kościołowi. Ty, która jesteś Królową męczenników, pomagaj nam być wiarygodnymi świadkami Ewangelii odpowiadającymi na zło i niesprawiedliwość mocą przebaczenia, prawdy i miłości.

O. Míċeál O’Neill O.Carm.

Przełożony generalnym

Rzym, 1 maja 2022 roku


[1]Piano Globale del Consiglio Generale dei Frati Carmelitani, 2019-2025.

[2]Por. Św. Teresa, C 4.1.

[3]Por. Costituzioni dei Frati, 2019, nr 177.

[4]Papież Franciszek, Gaudete et exultate, nr 7.

[5]Por. św. Jan od Krzyża, CB 39,4.

[6]Tertulian, De patienia 6.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter