Spotkanie Rodziny Szkaplerznej w Krakowie

Jak co roku, w ostatnią sobotę stycznia w naszym klasztorze „Na Piasku” w Krakowie odbyło się spotkanie opłatkowe Rodziny Szkaplerznej. Rozpoczęliśmy modlitwą różańcową o 11.15. Po niej, w czasie uroczystej Mszy Świętej pod przewodnictwem o. Prowincjała otaczaliśmy modlitwą wszystkich odzianych Szkaplerzem Naszej Pani z Góry Karmel.

Po Mszy, na refektarzu klasztornym podzieliliśmy się opłatkiem i przy wspólnym śpiewie kolęd zasiedliśmy do wspólnego stołu. Bracia i siostry wylosowali też karmelitańskich patronów na nowy rok.

Wspólnie spędzony czas był okazją do dzielenia się świadectwem wiary i radością z Narodzenia Pańskiego.

Homilia o. Prowincjała Wiesława Strzeleckiego wygłoszona na spotkaniu Rodziny Szkaplerznej w Krakowie, 27 I 2024 r.     

Ewangelia: Mk 4, 35-41

Najnowsze Konstytucje naszego Zakonu (Konstytucje 2019)w części pierwszej: Charyzmat i misja Karmelu przypominają nam, że wszyscy ci, zarówno poszczególne osoby jak i różne grupy ustanowione lub też nieustanowione, dla których Reguła św. Alberta, jej tradycja oraz wartości ukazywane w duchowości karmelitańskiej, stanowią źródło inspiracji, tworzą dzisiaj w Kościele jedną rodzinę karmelitańską […]. Z tej wielkiej rodziny karmelitańskiej, chciałbym dzisiaj przywołać dwie osoby, aby w pewien sposób nam duchowo towarzyszyły w tym rozważaniu Ewangelii.

Z okazji Bożego Narodzenia (1887) Celina, rodzona siostra św. Teresy od Dzieciątka Jezus, chciała jej sprawić niespodziankę. Zrobiła mały papierowy statek i spuściła na wodę. Wewnątrz statku znalazła się postać małego, śpiącego Jezusa i wypisane słowa: Zdanie się. Święta Teresa z Lisieux (pierwsza nasza dzisiejsza przewodniczka) powie później krótko, że trzeba być jak dziecko i o nic się nie martwić. W tym jednym określeniu był cały program jej życia.

Cóż dla Boga jest trudne, co niepodobne, w Nim tylko pokładam całe moje zaufanie! – z kolei pisała nasza druga dzisiejsza duchowa przewodniczka, XIX wieczna świecka karmelitanka, mistyczna Balbina Lubieniecka hr. Romerowa w swoich Zeznaniach, w których opisała swoją niezwykle trudną drogę życia i wiary. Warto dodać, że owe doświadczenia, które przyjęła zaprowadziły ją do całkowitego zjednoczenia z Bogiem.

Zauważmy! Co jest wspólnego w doświadczeniu duchowym znanej na całym świecie karmelitanki i prawie w ogóle nieznanej żony i matki, polskiej tercjarki karmelitańskiej? Nietrudno odpowiedzieć – postawa całkowitego zaufania Bogu!

Apostołowie w dzisiejszej Ewangelii byli zajęci burzą, walką z falami, które w nich uderzały, ale wreszcie uświadomili sobie, że są za słabi, by odnieść zwycięstwo. Ta świadomość jest potrzebna człowiekowi, który chce iść drogą rad ewangelicznych: jestem i będę słaby. Samodzielne podejmowanie walki z falami, uciszanie burzy własnym sposobem, może doprowadzić do pogłębienia się dramatu życia. Trzeba się wreszcie obudzić i zobaczyć Jezusa, który jest ze mną w łodzi i czeka abyśmy Mu zaufali.

Obawa o siebie może mnie paraliżować. Co wówczas robić? Trzeba zobaczyć i uznać swoją niemoc. Uznanie własnej niemocy umożliwia otwarcie się i przyjęcie mocy Jezusa.

A Jezus spał. Uśpiłem moje życie z Nim. Śpiący Chrystus jest niejako odbiciem tego, jakie On ma znaczenie w moim życiu. Motyw snu w Biblii jest bardzo częsty i zwykle związany z udzielaniem człowiekowi pouczenia. Jezus przekazuje przez swój sen (tym obrazem przemawia do uczniów) prawdę o ich grzechu i zatwardziałości, a tym samym o ich braku wiary.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa, który wchodzi do łodzi jako pierwszy. Uczniowie idą za Nim. Scena ta przypomina nam prawdę, że aby prawdziwie żyć, trzeba zawsze iść za Jezusem.

Niejednokrotnie, zamiast wchodzić w to, co jest życiem, wychodzimy z niego. Bywa, że wchodzimy w życie, w poszczególne dni bez Pana. Stąd bierze się nasz smutek i rozczarowanie, bo wielu spraw nie rozumiemy, czujemy się zawiedzeni takim życiem. Samodzielnie podejmujemy decyzje i działania, a u Boga szukamy wyjaśnienia, dlaczego nam się coś nie udało, skąd to pasmo niepowodzeń. Decyzje bez Jezusa, wybory dokonywane bez wsłuchiwania się w Jego słowa, wywołują burze w naszym życiu. Sztorm może być zagrożeniem dla życia.

Jezus jest ze mną w łodzi, ale nie jestem chroniony przed doświadczeniem burzy, lęku. Jest ona zatem potrzebna w moim stawaniu się człowiekiem wierzącym. Do wiary dochodzimy także przez niepewność, słabość, doświadczanie swoich ograniczeń, przez lęk. To uwalnia mnie od chorobliwej pewności siebie, pokazuje, że jestem mały i słaby (choćby wobec fal namiętności, pożądań, gniewu, złości, zazdrości). Tego wszystkiego doświadczyły przywołane przeze mnie na początku te dwie niezwykłe osoby. 

Jest jeszcze przynajmniej jedna cecha, która połączyła te dwie osoby wyrosłe z naszej rodziny karmelitańskiej, gdyż ich świętość brała swoje początki i karmiła się duchowością Karmelu. Wybrałem je na to dzisiejsze spotkanie rodziny karmelitańskiej, aby nam wszystkim pokazały jak żyć na co dzień żyć Ewangelią, żyjąc jednocześnie duchowością naszego Zakonu. Warto zauważyć, że obie nosiły Szkaplerz. Cytowane przeze mnie wcześniej Konstytucje w rozdziale VIII, pt.Braterskie relacje z rodziną karmelitańską ponownie nam przypominają o tym, że sercem rodziny karmelitańskiej jest Zakon, składający się z braci i mniszek […]. Zgodnie z tradycją, preferowanym sposobem wyrażenia więzi z Zakonem jest szkaplerz […].

Nabożeństwo szkaplerzne, jak każdy dar Boży, owocuje łaskami tylko wtedy, gdy przyjmowane jest świadomie i czyni nasze życie coraz bardziej zgodnym z Ewangelią. Wielkość łask, które otrzymuje człowiek poprzez Szkaplerz święty, zależy od tego, jak na te łaski odpowie. Wiemy, że różne mogą być odpowiedzi na dar Szkaplerza. Szatę Maryi można przyjąć, a następnie odłożyć i zapomnieć o niej. Można ją założyć i nosić, ale bez kierowania myśli i serca do Ofiarodawczyni. Można wreszcie ubierać się w nią z miłością i nosić z rosnącym pragnieniem odwdzięczenia się Maryi za jej dar.          

Ks. Józef Krukowski w1878 roku pisał, że Szkaplerz nie może być zewnętrzną ozdobą dla ciała, choć sama szata nie zdobi człowieka, mundur nie czyni żołnierza, a habit nie czyni zakonnika. Na co się przyda nosić Szkaplerz na piersiach – znak przymierza – a sumienie mieć zbrukane grzechami? […]. Bierzcie za odzienie Maryję, przyobleczcie się w przykłady Jej życia, w czystość sumienia, w niewinność duszy, jeżeli chcecie być wiernymi a nie obłudnymi sługami Maryi. Noś na piersiach Szkaplerz – szatę Maryi, – ale zarazem połóż ją jako pieczęć na twoim sercu. Niech twoja dusza będzie tak czysta jak twoja szataSzkaplerza. Na koniec zacytował karmelitę, Arnolda Bostiusza, który pisał, że habit – Szkaplerz święty jest wychowawcą dla tego, kto go nosi.

Po przypowieściach w rozdziale czwartym opisuje Marek cztery cuda Jezusa (4,35-5,43). Nie może być wątpliwości co do tego, że Jezus czynił cuda. Nie są one jednak rozstrzygającymi argumentami za bóstwem Jezusa ani dla współczesnego,  czytelnika Ewangelii, ani dla ludzi żyjących w czasach Jezusa. Także spośród tamtych nie wszyscy dochodzili do wiary pod wpływem cudów Jezusa. Istotą cudu nie jest to, że dzieje się coś niezwykłego, ani to, że wykracza on poza prawa natury, lecz to, że w dokonującym się znaku do człowieka przemawia Bóg. Nie może być jednak cudu tam, gdzie brakuje gotowości do uwierzenia i zaufania. Wiara uczniów w czasie burzy na jeziorze była jeszcze słaba, dlatego byli bojaźliwi (4,40). Posiadali już jednak zaczątki wiary, która wyraziła się w strachu przed tym, który posiada taką moc, oraz w pytaniu: Kim właściwie On jest? (4,41). Niech to pytanie i nam towarzyszy! Amen

Facebook
Twitter