Potęga Bożej miłości
Data publikacji: sobota, 21-02-2026
Potęga Bożej miłości
„Obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20)
Rozpoczynamy dzisiaj cykl kazań pasyjnych. Ponieważ Odkupienie dokonało się przez Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, dlatego rozważanie i aktualizowanie tych centralnych wydarzeń wiary znajduje się w samym centrum duchowości chrześcijańskiej. Nieobecność tzw. pasyjnego wymiaru w naszym życiu duchowym stawiałaby pod znakiem zapytania jego tożsamość. Oczywistą jest więc sprawą, że pasyjny wymiar duchowości ma bogatą tradycję i liczne formy, spośród których Gorzkie żale znajdują istotne miejsce.
W czwartej Izajaszowej Pieśni o Cierpiącym Słudze Jahwe znajdujemy słowa, które liturgia i teologia wprost odnoszą do Chrystusa Ukrzyżowanego: „Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła na Niego chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 5).
Chrześcijanin to człowiek, który idzie za Chrystusem, towarzyszy Jezusowi również i w Jego cierpieniu, gdyż w „Jego ranach jest nasze zdrowie”.
Nie możemy w sposób dosłowny być przy Chrystusie cierpiącym za nasze grzechy, ponieważ Jego męka w Jerozolimie odbyła się tylko raz, jak zaznacza autor Listu do Hebrajczyków: „To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie” (Hbr 7, 27).
Możemy jednak towarzyszyć Jemu w tej drodze naszym sercem, współczuciem i smutkiem przeżywanym na nabożeństwie Gorzkich żali.
Czy Jezus potrzebuje naszego współczucia?
On w pewien sposób potrzebował współczucia współczesnych Mu ludzi, którzy byli świadkami Jego męki. Obecnie nasze współczucie służy nam, naszemu nawróceniu, nie Jemu. Wiele osób nawróciło się i zmieniło swoje życie dzięki rozważaniu męki Chrystusa.
Wpatrując się w Niego, nauczymy się pogardy dla grzechu i rozpalimy się w miłości do Boga.
Przez kolejne niedziele będziemy towarzyszyli Jezusowi w Jego męce podjętej za nas. Cierpiał On z powodu pogan i Żydów, mężczyzn i kobiet, z powodu starszych ludu, ich sług i tłumu, krewnych i znajomych, z powodu Judasza, który Go zdradził i Piotra, który się Go zaparł, z powodu apostołów, którzy Go opuścili, uciekając w panice przed grupą uzbrojonych żołnierzy i towarzyszących im mężczyzn. Chrystus cierpiał z powodu zniesławienia, bluźnierstw i szyderstw, cierpiał, gdyż pozbawiono Go wszelkich dóbr materialnych, odbierając Mu nawet szatę. Jezus cierpiał za nas. Jego cierpienie ukazuje smutną prawdę o człowieku!
Bądźmy z Chrystusem, gdyż Pana ubiczowano, a nikt Mu nie pomógł; ukoronowano Go cierniem, a nikt Go nie bronił; ukrzyżowano Go, a nikt nie wyciągnął gwoździ; wołał słowami: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił”, a nikt nie przyszedł Mu na pomoc.
Bądźmy z Jego uczniem, błogosławionym karmelitą, męczennikiem z Dachau, o. Hilarym Pawłem Januszewskim.
Ukrzyżowany Chrystus powinien być dla nas „księgą żywą”, w której powinniśmy zagłębiać się, czytać - za przykładem świętych i błogosławionych. W taki sposób Chrystusa „czytał” bł. Hilary, który przez świadectwo swojego życia i męczeństwa pokazał, że „męka Chrystusa miała moc kształtowania jego całego życia” (św. Tomasz z Akwinu – Wykład Składu Apostolskiego) od Krajenek niedaleko Tucholi na Pomorzu, gdzie się urodził, poprzez krakowski i rzymski Karmel, gdzie nabierało charakterystycznych rysów jego karmelitańskie powołanie, aż do doświadczenia obozu w Dachau, gdzie tak radykalnie Słowo, które go kształtowało wcielił w czyn, oddając za wzorem Chrystusa życie za bliźnich, za potrzebujących pomocy duchowej i sakramentalnej, za chorych na tyfus współwięźniów, którym poszedł służyć.
Zauważmy bracia i siostry, że w krakowskim Karmelu, w którym posługiwał nasz Błogosławiony o. Hilary, patrząc od ołtarza, przed prezbiterium, obok ołtarza św. Judy Tadeusza, znajduje się namalowany na ścianie ukrzyżowany karmelita.
Spróbujmy – w tym naszym pierwszym rozważaniu pasyjnym, które zatytułowałem Potęga Bożej miłości - w sposób duchowy zinterpretować ten niezwykle inspirujący obraz.
Zauważmy, że artysta przedstawił ukrzyżowanie, które dokonuje się właśnie w tej chwili. Sugeruje to osoba, która jest przedstawiona w trakcie czynności zasypywania dołu, w którym przed chwilą włożono krzyż. Na krzyżu zaś znajduje się karmelita w dojrzałym wieku. W doświadczeniu cierpienia, patrzy ze spokojem w górę, w niebo. Jego głowa otoczona jest aureolą świętości. Obraz ten nie przypadkiem nawiązuje do ukazanych nieco dalej scen z życia Proroka Eliasza.
Jakie zatem przesłanie płynie dla nas, czcicieli Męki Pańskiej i czcicieli bł. o. Hilarego z tego ukrytego na bocznej ścianie naszej świątyni malowidła?
Ukrzyżowanie to w naszym chrześcijańskim życiu, nie jest jednorazowy akt, ale styl życia wypływający z praktykowania miłości Boga i drugiego człowieka, w taki sam sposób jak siebie samego. Do takiej postawy, do takiego przeżywania codzienności trzeba dojrzeć. Niekoniecznie jednak dojrzewamy proporcjonalnie wraz z upływem naszych lat - starzenia się. To jest dojrzałość ducha, często niezależna od wieku. Wzrok ku górze sugeruje nam, że każde cierpienie jakie nas dotyka, powinno być przeżywane w łączności z Chrystusem.
Ten bezimienny, aminowy zakonnik symbolizuje tych wszystkich, którzy pokazują - za wzorem Chrystusa - potęgę miłości Boga i bliźniego. Przyjęcie miłości Chrystusa cierpiącego powoduje spontaniczną, naturalną odpowiedź człowieka. Zamiana miejsc z cierpiącym Chrystusem, tak jak to uczynił bł. o. Hilary gdy miał 38 lat i w pełni osiągnął dojrzałość ducha. Zaś jego krzyżem była cała obozowa rzeczywistość, na którą się zgodził kilka lat wcześniej, idąc na Gestapo, gdyż jako przeor krakowskiego Karmelu chciał uratować aresztowanych wcześniej współbraci.
Pod datą 3 grudnia 1943 roku, czyli po kilku latach spędzonych w obozie Dachau, jezuita Adam Kozłowiecki, późniejszy abp Lusaki, świadek życia bł. o. Hilarego napisał:
„Zdaje mi się, że zbyt wielu tutaj [ w Dachau W.S.] nie ma jasnego pojęcia o miłości chrześcijańskiej. Miłość uważają za słabość, a tymczasem miłość nie ma nic wspólnego ze słabością wobec zła. Miłować kogoś, to znaczy życzyć mu dobra i starać się dla niego o to dobro - zwłaszcza o Dobro Najwyższe, Boga.
Miłować kogoś, to znaczy starać się, aby przez łaskę Bóg zamieszkał w jego sercu, aby ten człowiek posiadał nadprzyrodzone życie łaski, by był w pełni człowiekiem. Dobrym człowiekiem. Miłować człowieka złego, to nie znaczy pozwalać mu na zło, cierpliwie i z bezradnie wpatrzonymi w niebo oczyma znosić jego zbrodnie. Kto miłuje zbrodniarza miłością Chrystusową, ten musi zabiegać równocześnie o to, aby przestał on popełniać zbrodnie, a zaczął być dobrym człowiekiem. To znaczy nie tylko tego sobie życzyć, ale o to także starać się wszystkimi naszymi siłami, tak jak się staramy o dobro własne: »Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego«.
[…] polscy kapłani byli programowo zabijani w obozach. […] O polskim duchowieństwie ciągle się milczy... A często byli to bohaterowie, święci na miarę ojca Hilarego Januszewskiego”. (Pabis, s. 40-41)
Miłość!
Niestety, niektórzy ludzie żyją tak, jak gdyby Boga nie było. Dla takich ludzi liczy się jedynie sukces, pieniądze, moda i powodzenie. Zamiast delikatności - cenią brutalność, zamiast pokory - butę, zamiast współczucia - obojętność na cierpienie.
W jaki sposób jednak kochać bliźniego?
Przykazanie miłości nie jest przykazaniem szczegółowym – nie wskazuje na żadną konkretną czynność.
Aby kochać, to co trzeba czynić?
Takie pytanie stawia sobie każdy człowiek, który traktuje poważnie zagadnienie miłości w swoim życiu! Takie pytanie niewątpliwie stawiał sobie nasz Błogosławiony. Stawiał je szczególnie w doświadczeniu obozowych trudności.
Najlepszą odpowiedź na to pytanie daje nam św. Paweł. Nie znajdziemy lepszej odpowiedzi! Św. Paweł mówi nam, że miłość jest cierpliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie unosi się gniewem i nie pamięta złego (1 Kor 13).
To przede wszystkim Chrystus jest taką Miłością. On na krzyżu jest cierpliwy, przebaczający, pokorny, nie unosi się gniewem i nie pamięta złego życia „dobrego” łotra, ale obiecuje mu zbawienie.
Tylko miłość może nadać sens naszemu życiu! Tylko ona może nas uszczęśliwić! Ona ma niejedno oblicze!
I wiemy dobrze, że najtrudniejszą postacią miłości jest miłość nieprzyjaciół.
Jak trudno jest kochać kogoś, kto mnie nienawidzi, kto pragnie mojego nieszczęścia i niepowodzenia! Tymczasem Chrystus mówi: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą” (Łk 6,27). On nie tylko poucza nas o potrzebie miłości nieprzyjaciół, ale także ich kocha. W czasie swojej męki nie złorzeczy, ale modli się za swoich wrogów: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Ci, którzy idą za Chrystusem starają się kochać nawet swoich nieprzyjaciół.
Był rok 1420. Karmelita, bł. Stanisław z Bydgoszczy po tym jak został wysłany jako misjonarz do Prus, gdzie nawrócił wielu na chrześcijaństwo - nie tylko naukami, ale i przykładem życia - został prawdopodobnie zamordowany przez pogańskich kapłanów. W ikonografii przedstawiono bł. Stanisława ubranego w biało-brązowy habit karmelitański, rozkładającego ręce w geście modlitewnym za siebie i oprawcę, ze wzrokiem skierowanym ku niebu.
Był rok 1942. (26 lipca) Swą prostotę i szczerość, zdobyte w szkole Maryi, holenderski karmelita, współbrat o . Hilarego, bł. Tytus Brandsma zamanifestował po raz ostatni na łożu szpitala obozowego w Dachau, gdy na jego wyczerpanym organizmie dokonywano jeszcze eksperymentów medycznych, spostrzegł się, że pielęgniarką, którą posłano, aby wykonała mu śmiertelny zastrzyk, była Holenderka i katoliczka. Ofiarował jej więc różaniec, wykonany dla niego przez zaprzyjaźnionego więźnia. Zaproponował pielęgniarce, aby się modliła. Gdy mu odpowiedziała, że tego nie umie, zachęcił ją, aby przynajmniej powtarzała do Jezusowej Matki: „módl się za nami grzesznymi”. Kobieta wróciła potem do praktyk religijnych (Valabek 2, 158). Gest konającego o. Tytusa przywołał Jan Paweł II w homilii beatyfikacyjnej (AAS 78 [1986] 238).
Był rok 1945. (22 stycznia) Tyfus szerzy się w zastraszający sposób, ludzie masowo umierają. Dziennie umiera przynajmniej stu więźniów, a są dni, w których śmiertelność osiąga liczbę 300. W tych warunkach ogłoszono na bloku 28, że księża mogą się zgłaszać dobrowolnie do pielęgnowania chorych. Ochotników było 17 spośród księży i kleryków polskich, wśród nich o. Hilary Januszewski, karmelita z Krakowa. Poszedł w cichości, w pokorze bez, bez gniewu i nienawiści. Tak naturalnie.
Niech przykład miłości Chrystusa na krzyżu, cierpiącego za nas i przykład życia Jego uczniów-męczenników, w tym bł. o. Hilarego, pomoże nam przebaczyć i pokochać naszych bliźnich! Amen.
o. Wiesław Strzelecki O.Carm.
prowincjał
Pozostałe aktualności
sobota 14.03.2026
sobota 07.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026
sobota 28.02.2026
poniedziałek 23.02.2026
piątek 13.02.2026
środa 18.02.2026
poniedziałek 09.02.2026
niedziela 01.02.2026
sobota 24.01.2026
czwartek 22.01.2026
czwartek 22.01.2026
piątek 16.01.2026








