„ z Obór do Krakowa" Jubileusz 65 - lecia kapłaństwa o. Andrzeja Zonki O.Carm.
Data publikacji: poniedziałek, 23-02-2026
„ z Obór do Krakowa.” Jubileusz kapłaństwa o. Andrzeja Zonki O.Carm.
24 lutego 2026 roku obchodzony będzie w Polskiej prowincji Karmelitów wyjątkowy jubileusz – 65. rocznica święceń kapłańskich o. Andrzeja Henryka Zonki, które przyjął 24 lutego 1961 r. z rąk ks. bpa Juliana Groblickiego. Urodzony w Oborach na ziemi dobrzyńskiej, wychowany w cieniu sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, jako młody chłopak odpowiedział na głos powołania i wstąpił do Zakonu Karmelitów. Jego droga do kapłaństwa prowadziła przez czasy powojenne, zamykane przez władze komunistyczne szkoły kościelne, trudne warunki formacji zakonnej oraz lata posługi w Kościele przed i po Soborze Watykańskim II.
Dziś, mając 91 lat, o. Andrzej z prostotą i pokorą spogląda na swoje życie, w którym splatają się historia, wierność i codzienna służba Bogu oraz ludziom. W rozmowie wraca wspomnieniami do rodzinnych stron, lat seminaryjnych w Krakowie, święceń kapłańskich oraz pierwszych doświadczeń duszpasterskich. To opowieść o pokoleniu kapłanów wychowanych w surowych realiach, a zarazem świadectwo wytrwałości i cichej radości powołania.
Ojcze Andrzeju, ma Ojciec 91 lat i przygotowuje się do 65. rocznicy święceń kapłańskich. Zacznijmy od początku – gdzie wszystko się zaczęło?
Urodziłem się w Oborach, na ziemi dobrzyńskiej. To miejsce szczególne, od wieków związane z obecnością Karmelitów – strażników Cudami Słynącej Piety Matki Bożej Bolesnej. Pierwsze sakramenty – Chrzest, Komunię Świętą i Bierzmowanie – przyjąłem w kościele parafialnym w Rużu. Już jako ministrant z bliska obserwowałem życie wspólnoty zakonnej w Oborach. Rozmawiałem z zakonnikami i to oni opowiedzieli mi o Małym Seminarium w Pilźnie.
I wtedy zrodziło się powołanie?
Tak, choć byłem jeszcze bardzo młody. W 1951 roku, po ukończeniu ośmiu klas szkoły podstawowej, postanowiłem kontynuować naukę u Karmelitów w Pilźnie na Podkarpaciu. Wyjeżdżając z domu, nie bałem się rozłąki. Miałem tylko jedno, dziecięce zmartwienie – czy będzie z kim grać w piłkę nożną. (śmiech) Na szczęście chętnych nie brakowało. I do dziś jestem wielkim fanem footballu.
Nauka w Pilźnie nie trwała jednak długo…
Niestety. Szkoła średnia miała trwać cztery lata, ale po pierwszym roku władze komunistyczne zamknęły wszystkie szkoły prowadzone przez Kościół katolicki. Także naszą. Mimo dobrej kadry i wysokiego poziomu nauczania. Wszystkich uczniów przyjęto wtedy do nowicjatu i przeniesiono wpierw do Obór, a po roku do Krakowa.
Jak wyglądało życie w krakowskim klasztorze?
Warunki były bardzo trudne. Zorganizowano dla nas tzw. Studium Domesticum. Klasztor był przepełniony. Krużganki na pierwszym piętrze przedzielono ściankami działowymi, oddzielając klauzurę od studentatu. Mieszkaliśmy po kilku w jednej celi. Ogrzewanie – piece na węgiel. Do dyspozycji mieliśmy dwa ustępy i dwie umywalki, do których szło się nieogrzewanymi krużgankami. Do mycia obowiązywała kolejka.
Na drugim piętrze mieszkali bracia zakonni oraz ks. prof. Teofil Długosz – przedwojenny kapłan lwowski. Byli też pracownicy kuchni i ogrodu. Prowadzono wtedy gospodarstwo rolne i hodowlę świń na potrzeby klasztoru. Trzecie piętro zajmowali świeccy lokatorzy – przesiedleńcy z Wielkopolski, którzy znaleźli tam schronienie jeszcze w czasie wojny.
Kiedy Ojciec złożył śluby wieczyste?
W 1956 roku, w tym samym czasie, kiedy ukończyłem szkołę średnią. Dziś klerycy składają je dopiero na ostatnim roku studiów. Mój rocznik był ostatnim, który studia filozoficzne i teologiczne odbywał w klasztorze, w Seminarium Duchownym OO. Karmelitów. Studiowali z nami także kapucyni i reformaci.
Święcenia kapłańskie przyjął Ojciec w 1961 roku.
Tak. 24 lutego 1961 roku w kościele OO. Franciszkanów w Krakowie święcenia przyjęliśmy w czterech: o. Aleksander Wójcik, o. Dionizy Sroka, o. Michał Wojnarowski i ja. Udzielił nam ich bp Julian Groblicki - biskup sufragan archidiecezji krakowskiej.
Jak wyglądały prymicje w tamtych czasach?
Bardzo skromnie. Nie było uroczystego obiadu ani dużych spotkań rodzinnych. Po święceniach odbywało się krótkie widzenie z najbliższymi – każdy osobno, w innym pomieszczeniu klasztoru. Ja spotkałem się z rodziną w obecnej kancelarii. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach podróżowanie było utrudnione, potrzebne były pozwolenia.
Msze prymicyjne odprawiłem w Krakowie „Na Piasku” oraz w rodzinnych Oborach. Tam mogłem spędzić więcej czasu z rodziną i moim siedmiorgiem rodzeństwa.
Zmienił Ojciec imię po wstąpieniu do Zakonu.
Takie były przepisy – zakonnik miał radykalnie odciąć się od życia świeckiego, także przez zmianę imienia. Jestem ostatnim żyjącym zakonnikiem w naszej prowincji, który zmienił imię. W rodzinie zawsze byłem Henrykiem, w Zakonie – Andrzejem.
Jak wyglądały pierwsze lata kapłaństwa?
Byłem katechetą w klasztorze w Krakowie. Katechezy odbywały się w kościele, nie w szkole. Współpracowaliśmy z parafią św. Szczepana, katechizując dzieci z pobliskich szkół podstawowych. To były inne czasy.
Msze święte sprawowano po łacinie – również Lekcję i Ewangelię. Dopiero w 1966 roku wprowadzono język polski do czytań, a około 1970 roku przyszły nowe mszały z Rzymu. Do dziś potrafię wyrecytować całą Mszę po łacinie. Nauczyłem się jej jeszcze jako ministrant.
Jak Ojciec przeżywa ten jubileusz - 65. rocz. świeceć kapłanskich?
Odliczam dni. Nie planuję wielkich uroczystości. Chciałbym tylko dożyć 24 lutego. A jesienią przypada 70. rocznica moich ślubów wieczystych… ale nie wybiegam tak daleko. Jak Bóg da, będę się cieszył.
Czego Ojcu życzyć?
Wierności do końca i ufności. Reszta jest w rękach Boga.
rozmawiał: B.J. opr.: O.Carm.
Pozostałe aktualności
sobota 14.03.2026
sobota 07.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026
sobota 28.02.2026
sobota 21.02.2026
piątek 13.02.2026
środa 18.02.2026
poniedziałek 09.02.2026
niedziela 01.02.2026
sobota 24.01.2026
czwartek 22.01.2026
czwartek 22.01.2026
piątek 16.01.2026








