Cierniem ukoronowanie
Data publikacji: sobota, 07-03-2026
„Żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym” (J 19,2)
Poncjusz Piłat wydał wyrok, wyprowadził Jezusa z Nazaretu na zewnątrz na skutek nalegań Żydów, wydał Go na ukrzyżowanie. Żołnierze zrobili koronę z cierni,[i] włożyli Mu ją na głowę […].
Różne są wyroki sądowe. Sprawiedliwe i niesprawiedliwe. Ten niewątpliwie należał do tych ostatnich. Został wydany pod naciskiem starszyzny żydowskiej i krzykliwego tłumu. Namiestnik rzymski odciął się od tego wyro u umywając ręce. Wcześniej odciął się od słów Chrystusa, w których królestwo Boże utożsamia z dawaniem świadectwa prawdzie. Piłat usiłował zachować niezależność, stać się bezstronnym.
Piłat jeśliby wszedł w otwarty, szczery dialog z Jezusem, to prawdopodobnie wtedy Piłat po raz pierwszy w swym życiu poczułby, że rozmawia jak człowiek z człowiekiem; z kimś, kto mu nie pochlebia, kto go nie straszy, ani też nie odrzuca go, ale mówi do niego w wolności, ze swobodą. Piłat jeśliby uczynił taki gest, to w rozmowie z Jezusem poczułby się uwolniony od ludzkich względów w stosunku do cesarza, do Sanhedrynu.
Piłat nie rozmawiał szczerze z Jezusem. Namiestnik rzymski zamyka się w sobie, w swojej biurokratycznie sprawowanej władzy. Kierując się obawą o siebie, skazuje Jezusa na śmierć, choć dobrze wie, że jest On niewinny.
Osobista, otwarta, szczera rozmowa z Jezusem sprawia, że nie tylko Piłat, ale każdy z nas może uwolnić się od absurdu własnych lęków, poczucia zagrożenia, gniewu wewnętrznego, nienawiści i wszystkich innych namiętności. To one czynią nas więźniami siebie samych. One sprawiają, że krzywdzimy innych, jak Piłat skrzywdził Jezusa.
We wszystkich naszych uwikłaniach jedynym wyjściem jest stanąć na płaszczyźnie własnego człowieczeństwa i rozmawiać z Jezusem jak osoba z Osobą. Moja własna osoba, Osoba Jezusa oraz osoba bliźniego musi wówczas okazać się ważniejsza od kariery, pieniędzy, prawa, ludzkiego uznania, lęku o siebie. Dla każdego z nas jest to jedyne uczciwe wyjście. Szczera rozmowa z Jezusem będzie dla nas zawsze źródłem autentyczności naszego człowieczeństwa.
Zbawiciel musi dźwigać swój krzyż. To było zadanie należące do skazańca. Sam musiał nieść narzędzie śmierci. W ten sposób Jezus, zgodnie z zapowiedzią proroka Izajasza, policzony został do grona przestępców. Ale Jezus pokornie bierze swój ciężki krzyż na swoje słabe ramiona i idzie na śmierć.
„Ecce Homo” (J 19,5). Oto Człowiek. Jest w Nim cała prawda o Słudze Jahwe, zapowiedziana przez największego proroka narodu wybranego.
Zanim Jezus został ukrzyżowany, przeżywał drogę krzyżową, na której zanotowano co najmniej trzy upadki. Jezus jest osłabiony i wyczerpany. Krzyż wcale nie jest taki lekki. Toteż Zbawiciel upada. Siły fizyczne opuszczają Go, gaśnie blask Jego oczu. Najgorsze jest to, że niektórzy spośród najbliższych opuścili swojego Mistrza i przyglądali Mu się z daleka.
My też upadamy z braku sił fizycznych i psychicznych. Popadamy też w grzechy. A to są najgorsze upadki.
Po skończonym biczowaniu, żołnierze namiestnika zabrali Jezusa ze sobą do pretorium. Była to kwatera dowódcy wojska, zwanego pretorem. Tam zgromadziła się wokół niego cała kohorta.
Żołnierze rozebrali Jezusa z szat i narzucili na Niego szkarłatny płaszcz żołnierski. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę zamiast korony, a do prawej ręki dali Mu zamiast berła trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: „witaj królu żydowski”. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.
Chrystus cierpiał nie tylko z powodu ciężaru krzyża, który musiał dźwigać, ale cierpiał jeszcze wcześniej, z powodu ukoronowania Go koroną cierniową, która zraniła Jego głowę i spowodowała to, że Jego twarz pokryła się krwią.
Jak wiele cierpienia sprawiła Jezusowi cierniowa korona! Na całunie turyńskim można zobaczyć stróżki krwi na Jego włosach, które uczyniły z Jego włosów krwawą masę. Największe widać na czole i skroniach. Cała Jego głowa pełna jest ran od kolców korony cierniowej. Korona cierniowa to symbol pokory i wyrzeczenia. Cnoty te Jezus umieścił wśród najważniejszych cnót chrześcijańskich. Niezbędne są one do zbawienia.
Nie wiemy, czy Jezus miał na krzyżu koronę cierniową na głowie. Ewangelie milczą na ten temat. Jednak najgłębszy sens tego koronowania zawiera XIII - wieczna modlitwa, która zaczyna się słowami:
„Twoja korona cierniowa
Twoich koronuje złotą”.
Jeszcze bardziej niż z powodu cierniowej korony Chrystus cierpiał z powodu szyderstw i naigrawania się z Niego. Każdy człowiek ma poczucie własnej godności, gdyż godność związana jest z osobą. Cierpi więc, gdy godność ta jest wyszydzana i poniżana. Pan Jezus przeżywał nie tylko to wszystko, co przeżywa normalny człowiek. Był obdarzony szczególną wrażliwością, cierpiał więc o wiele bardziej.
Dobrze znany, wybitny krakowski psychiatra - Antoni Kępiński, badał ludzi, którzy przeżyli któryś z hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Szczególnie interesował go wpływ pobytu w obozie na psychikę człowieka.
Po rozmowach z wieloma więźniami doszedł do wniosku, że więźniowie owszem cierpieli w obozie z powodu głodu, brudu, zimna i tortur, ale najbardziej cierpieli z powodu deptania ich godności. Swoje odkrycia opisał w książce Rytm życia.
Jeden z więżniów obozu w Dachau wspominał po latach:
[...] między innymi cechą charakterystyczną psychiki więźnia była apatia i niewrażliwość, otępienie normalnych reakcji. Ale ta właśnie niewrażliwość, ta tępota sprawiała nam nieraz wiele cierpienia, a niejeden z nas czuł się w tym cierpieniu ogromnie osamotniony.
Przy tym była to niewrażliwość tylko na te bodźce, które działają na człowieka w warunkach normalnych; zastąpiła ją natomiast ogromna wrażliwość na inne bodźce, właściwe życiu obozowemu [...]. (Kozłowiecki, s. 14-15)
Jeden ze świadków życia bł. o. Hilarego Januszewskiego pisze, jak kapłani – więźniowie byli upokarzani.
Biały, niewinny i lekki śnieg w Dachau,- pisze - był strasznym, koszmarnym i niosącym śmierć całunem dla polskich księży w obozie.
Gdy bardzo wielkie płaty śniegu padały, wtedy przez noc cały plac apelowy i ulice obozowe pokrywała jego warstwa kilkunastu centymetrów grubości. Spędzano wtedy księży już około trzeciej godziny w nocy, bo za dwie godziny miał być apel, a nie można było kroku uczynić przy takiej obfitości śniegu. Rozpoczęły się więc prace. […] Widziałem raz, jak jeden, bardzo wysoki a szczupły, nazwiska nie pamiętam, ks. katolicki, Holender, profesor Uniwersytetu w Amsterdamie, przy tej pracy płakał jak dziecko […]. Pewnego razu oficer przyglądający się z okna naszym pracom przy śniegu, powziął nagle szatański, zamiar dokuczenia nam. Oto wybiegł ze swego ciepło ogrzanego pokoju i kazał zwozić śnieg nie wprost do strumienia, lecz w przeciwnym kierunku, na jeden olbrzymi wał śniegowy. Przez kilka dni pracowaliśmy nad usypaniem tego olbrzymiego wału śniegowego, a ukończyliśmy go dopiero wtedy, gdy śnieg przesiał padać. Wówczas wyszedł rozkaz tenże wał śniegu na nowo wozić do strumienia. Narażeni byliśmy przy tym na bicie drągami przez poustawianych na drodze niemieckich współwięźniów, którzy znęcali się nad padającymi z osłabienia księżmi, w iście barbarzyński i przechodzący wszelkie ludzkie pojęcie okrutny sposób”. (A. Urbański, Duchowni w Dachau. Wspomnienia z przeżyć około dwóch tysięcy księży w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, s. 43-45)
Trzeba dodać, że bł. o. Hilary Januszewski – według świadectwa współwięźniów – był jednym z tych gnębionych więźniów, którzy zostali zmuszeni do tej bezsensownej i upokarzającej pracy przy wywożeniu śniegu. Był to niewątpliwie czas deptania jego godności. Był to czas szczególnej identyfikacji z Chrystusem cierniem ukoronowanym. (Urbański, s. 42)
Na koniec pasyjnego rozważania, przyjrzyjmy się wszystkim szyderstwom, z powodu których Pan Jezus tak bardzo cierpiał, kiedy przed Piłatem wyznał, że jest królem.
Królewski tytuł Jezusa, szczególnie w opisie męki i śmierci w Ewangelii św. Jana, będzie powracał kilkakrotnie. Królewska władza Chrystusa zostanie podkreślona także w czasie przesłuchania przed Herodem, który, dla wyśmiania jej, każe Go ubrać w szkarłatny płaszcz, znak godności króla. A kiedy Jezus zostanie ukrzyżowany, Piłat, nie bez cienia ironii i na przekór Żydom, każe wypisać tytuł winy i umieścić na krzyżu. A było napisane: „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski” (J 19,19). Napis ten, umieszczony w trzech podstawowych językach ówczesnego świata: łacińskim, greckim i hebrajskim, podkreślał uniwersalność władzy królewskiej Jezusa.
Z władzy królewskiej Jezusa będą także szydzić żołnierze, którzy Go krzyżowali (por. Łk 23,37). Z Jezusa szydzono: przyklękano przed Nim i bito Go po głowie.
Pogarda, poniżanie, cyniczne traktowanie bliźnich jest zwykle mechanizmem obronnym, przy pomocy którego człowiek uzasadnia sobie swoją wyższość nad innymi, a tym samym usprawiedliwia także swoje niemoralne postępowanie. Fenomen ten można obserwować w życiu wielu ludzi głęboko poranionych i zagubionych emocjonalnie, a jednocześnie pogrążonych nieraz w ciężkich nałogach i grzesznych przyzwyczajeniach. W sposób „przedziwny” potrafią łączyć w swojej świadomości przekonanie o swojej wielkiej „świętości” z całym uwikłaniem w niemoralne myślenie, decydowanie, postępowanie.
W takim wypadku tylko prawdziwy cud może sprawić, iż zostanie rozbity gruby mur usprawiedliwiania siebie we własnych oczach połączony z gniewnym i agresywnym nastawieniem do całego świata. Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem (Mk 9,29). Jezus i w tym doświadczeniu okazał się Królem. Zawsze Ten sam, zjednoczony z Ojcem.
„Z doświadczenia obozowego należy stwierdzić, – pisze wcześniej wspomniany były wiązień obozu w Dachau - że cierpienie zasadniczo nie zmienia człowieka, lecz ujawnia tylko wybitnie czym on jest. Tak samo zaryzykowałbym twierdzenie, że piekło obozów koncentracyjnych nie odebrało ludziom wiary, lecz wykazało kto jej nie miał.
W obozach istniało przekonanie, że wzajemne relacje między więźniami odzwierciedlało w pewien sposób postępowanie ludzi żyjących na wolności. Różnica była tylko ta, że to co na świecie ludzie potrafią doskonale i przez długi czas maskować przed oczami innych, w obozie ujawniało się szybko całemu otoczeniu.
Tutaj każdy czyn, każdy rys charakteru, każda dobra czy zła strona odrazu znana była wszystkim. Dlatego życie obozowe było dla wszystkich, ale szczególnie dla młodych nadzwyczaj ciężką i niebezpieczną szkołą życia”, (Urbański, s. 122) której podołał bł. o. Hilary. Doświadczenie obozowe tylko potwierdziło to, kim był ten Błogosławiony Karmelita, jeszcze przed tym, jak został uwięziony - w Karmelu, wobec bliźnich.
Czy i my jesteśmy wierni Chrystusowi w każdym naszym doświadczeniu? Także w tym trudnym? Czy jesteśmy stali w miłości?
o. Wiesław Strzelecki O.Carm.
prowincjał
Pozostałe aktualności
czwartek 26.03.2026
sobota 21.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
czwartek 19.03.2026
środa 18.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
sobota 14.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026
sobota 28.02.2026








