Okrucieństwo żołnierzy
Data publikacji: sobota, 14-03-2026
Okrucieństwo żołnierzy
„Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę” (Mt 27,27)
Chrystus cierpiał nie tylko z powodu niewierności swoich uczniów, ale i od żołnierzy, którzy szydzili z Niego, bili Go, biczowali i cierniem ukoronowali.
Po skazaniu Jezusa na śmierć żołnierze Piłata zabrali Go do pretorium i tam zgromadzili się wokół Niego. Ewangeliści piszą o kohorcie.
Można więc powiedzieć, że zgromadziła się tam znaczna część garnizonu wojskowego. Żołnierze rzymscy umieli być okrutni, gdyż republika rzymska, a następnie cesarstwo prowadziły wiele wojen.
Właśnie ci żołnierze najpierw przywiązali Jezusa do niskiej kolumny. W ten sposób Jego plecy były wyprężone, a tym samym bardziej podatne na uderzenia. Rzemienie zakończone ołowianymi kulkami lub kawałkami kości raniły Jego ciało.
W pretorium rozebrali Go z szat i narzucili Mu na ramiona szkarłatny płaszcz, a na skronie nasunęli Mu koronę z cierni, do ręki włożyli trzcinę i przyklękając przed Nim pozdrawiali Go szyderczo: „Witaj królu żydowski!”. Pluli przy tym na Niego i trzciną bili Go po głowie. Na całunie turyńskim można zauważyć strużki krwi, jakie ciekły z poranionej głowy.
Jak bardzo musiał Jezus cierpieć z powodu tych szyderstw!
Następnie żołnierze rzucili losy o Jego tunikę. Tkała ją według tradycji Maryja i dlatego nie była zszywana, a składała się z jednego kawałka materiału. W chwili Jego śmierci zapanowała ciemność, zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół, ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać, groby się otworzyły i wyszło wielu zmarłych, którzy ukazywali się żyjącym. Widząc to wszystko, setnik i jego żołnierze mówili: „Prawdziwie, Ten był Synem Bożym” (Mt 27,45-54).
Po śmierci Jezusa jeden z żołnierzy włócznią przebił Jego bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.
Żołnierze po Zmartwychwstaniu Pana dali się przekupić, gdyż za pieniądze arcykapłanów rozpowiadali, że to apostołowie wykradli Jego ciało (Mt 28,15).
Jeden ze świadków życia i męczeństwa bł. o. Hilarego Januszewskiego, w swoich wspomnieniach kreśli sylwetki osobowe, tych, którzy byli strażnikami w obozie koncentracyjnym i stanowili współczesną swoistego rodzaju kohortę dla obozowych więźniów - kapłanów.
„[...] pamiętam doskonale owego olbrzyma [...], który działał jako pan życia i śmierci po obozie w 1941 i 1942 r. nazwany powszechnie [...] „maczuga”. Potrafił jednym uderzeniem swej niedźwiedziej łapy zabić na miejscu człowieka, co w jego pojęciu nie uosobniało istoty ludzkiej, lecz wyłącznie szkodliwy dla państwa niemieckiego „numerek”.
Pamiętam również, jak zdrowi, rośli i dorodni żołnierze z partii SS okazywali swe bohaterstwo w kopaniu, biciu czy innym maltretowaniu ludzi wynędzniałych, z trudem tylko utrzymujących się na własnych nogach.
Pamiętam jak ogromnym drągiem bili nas podczas ćwiczeń karnych, gdyśmy w tempie galopu musieli wykonywać zbici w olbrzymiej masie gromkie „padnij! powstań!”.
Iluż to kolegów kaleczyło sąsiadom twarze swymi podkówkami przy drewnikach!? Głowy wszystkich musiały przy rozkazie „padnij! powstań!” pochylać się aż do ziemi, ponieważ inaczej oprawcy uderzali drągiem w wystającą nieco wyżej głowę.
[...] Pamiętam, jak hitlerowcy pędzili nas do pracy, szczując psami, które obiegały dokoła naszej kolumny, tak, jak dokoła trzody pędzonej na zabicie.
Pamiętam, jak prowadzono transport inwalidów, ludzi, co po kilkumiesięcznym pobycie w obozię byli kalekami, poruszającymi się jeszcze szkieletami.
[...] Pamiętam to wszystko, ale nie jestem w stanie być interpretatorem naszej nieopisanej i straszliwej udręki obozowej.
Każdy z obozowców przyzna mi, że szkoda wogóle silić się, by oddać całą grozę życia obozowego człowiekowi, który tego nie przeżywa [...].” (A. Urbański, s. 123-124)
Mówiąc o obozach, należałoby przynajmniej pokrótce wskazać na specyfikę obozu w Dachau, chociażby z tej racji, że tam przebywał i w konsekwencji poniósł śmierć męczęńską o. Hilary, ale także, że w planach nazistowskich Niemiec został on przewidziany, aby od roku 1940 tu zgromadzić większość aresztowanych duchownych [...].
Sposób traktowania więźniów był różny: od zwykłego internowania do wyrafinowanej zagłady. Polscy duchowni, których pasiaki oznakowano czerwonymi trójkątami z literą „P", jako więźniów politycznych, zaliczono do jednej z ostatnich kategorii w gradacji więźniów, tzn. przeznaczonych na szybszą czy wolniejszą zagładę [...].
Wobec grupy polskich duchownych stosowano najbardziej wyrafinowane sposoby wyniszczania. Była to praca ponad siły przy głodzie i chłodzie. Z reguły byli oni pozbawiani cieplejszej odzieży w surowym klimacie podalpejskim. W tej sytuacji nie należały do rzadkości przypadki przymarzania więźniów do ściany baraku. Za minimalne przekroczenia regulaminu obozowego groziły wyrafinowane kary, włącznie z zabiciem. Więzień funkcyjny, „kapo” — rekrutowany przeważnie spośród najbardziej zdegenerowanych więźniów kryminalistów czy komunistów - mógł w tej grupie bezkarnie znęcać się nad więźniami na dowolny sposób czy pozbawić ich życia. Do tego dochodził ciągły przejmujący głód, który był zaprogramowany jako jedna z form udręk. [...] Czymś powszechnym były wyrafinowane kary wymierzane duchownym za wszelkie przejawy modlitwy (T. Kaczmarek, Nazizm hitlerowski jako „prześladowca wiary”, Ateneum Kapłańskie, s. 39).
Jakże przejmujący opis obozowej, okrutnej rzeczywistości. Czytając natomiast opis męki pańskiej wg św. Łukasza, również będziemy mogli dostrzec okrucieństwo paschalnych wydarzeń, a przypatrując się postawie Jezusa zobaczymy przymioty, jakimi powinien się charakteryzować męczennik w obliczu nadchodzącego cierpienia i skonfrontować je z postawą bł. o. Hilarego.
W naszym pasyjnym rozważaniu, szczególnie chcę zwrócić uwagę na to, co rozegrało się na Górze Kalwarii. Jezusa spotykają drwiny i obelgi ze strony żołnierzy i tłumu gapiów. Umierając jako męczennik, Jezus recytuje słowa psalmu, modli się za swoich prześladowców, rzymski setnik zaś widząc śmierć sprawiedliwego, oddaje chwałę Bogu. Śmierć Jezusa powoduje nawrócenie, przynajmniej niektórych. Wszystkie te elementy, w mniejszym lub większym stopniu odnajdą się później w opisach męczeńskiej śmierci naśladowców Chrystusa, także tych z Dachau.
Wobec powyższego można z całą pewnością powiedzieć, że Jezus jest modelem męczennika chrześcijańskiego, który przechodzi próbę męki. Do takiej postawy w obliczu zbliżającego się męczeństwa, będą się odwoływać Jego wyznawcy, którym przyjdzie później świadczyć o prawdziwości osoby i dzieła Chrystusa. Najbardziej przejawi się to w przekonaniu powszechnie przyjętym w starożytności chrześcijańskiej, że to sam Chrystus cierpi w męczenniku (R. Małecki, Istotne elementy męczeństwa, Ateneum Kapłańskie, s. 206-207).
We wspomnieniach świadków życia bł. o. Hilary Januszewski, wobec obozowego okrucieństwa, na wzór cierpiącego Chrystusa i w łączności z Chrystusem „posiadał cnotę wiary w Opatrzność i lepsze jutro oraz pewność, że nic nie dzieje się bez woli Bożej. Ta cnota sprawiała, że otaczało go wiele osób potrzebujących pocieszenia i wsparcia, które im dawał, podnosząc na duchu i świadomie szerząc optymizm, szczególnie w chwilach beznadziejnej rozpaczy. Dzięki moralnemu wsparciu o. Hilarego wielu więźniów przeżyło ten okrutny czas upodlenia człowieka i jego godności. Zawsze opanowany, cieszył się wielkim szacunkiem wśród współwięźniów, dla których był [...] przykładem życia modlitewnego, na wzór Chrystusa cierpiącego”.
To właśnie On, cierpiący Chrystus, w swojej modlitwie wypowiedzianej podczas męki na krzyżu, prosi Ojca o przebaczenie - nie tylko tym, którzy w jakikolwiek sposób są winni jego straszliwych, krzyżowych męczarni.
Modlitwą tą Jezus obejmuje ludzi, którzy brali bezpośredni udział w skazaniu Go na śmierć: Judasza, Sanhedryn, uczonych w Piśmie. Powodowani fanatyczną nienawiścią wymusili na Piłacie skazanie Go na śmierć, a teraz drwią z Jego cierpienia i upokorzenia. Oni także w swoim zaślepieniu nie wiedzą, co czynią. Swoją modlitwą Jezus „do końca” wypełnia niezwykłe przykazanie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (Łk 6,27-28). Jezus modli się, błogosławi i dobrze czyni całej kohorcie żołnierzy, a także tym, którzy z nienawiści oczernili Go przed ludem i namiestnikiem rzymskim, a teraz, kiedy wisi już na krzyżu, przeklinają Go i drwią z Niego.
Charakterystyczne, że nikt nie ujął się za Jezusem: wskrzeszał, uzdrawiał, rozmnażał chleb dla zgłodniałych i nauczał, a przecież nikt się nie znalazł, kto wystąpiłby publicznie w obronie Jezusa. Prawo żydowskie przewidywało możliwość takiej interwencji.
W tej trudnej, po ludzku beznadziejnej sytuacji, Jezus kieruje do swego Ojca w niebie prośbę o przebaczenie, usprawiedliwiając zarazem tę zbrodnię brakiem pełnej świadomości czynu u tych, którzy jej dokonali.
Modlitwą: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią Jezus obejmuje tych wszystkich, którzy byli oprawcami w obozie w Dachau i w innych obozach koncentracyjnych, gdyż Bóg mieszka w męczennikach, zwłaszcza wtedy, gdy przychodzi ich moment ostatecznego i totalnego ofiarowania swojego życia przez śmierć męczeńską. W przypadku o. Hilarego było to 25 marca 1945 roku w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego.
Jezus obejmuje swoją modlitwą przebaczenia i wytłumaczenia wszelkiego zła całą ludzką historię, wszelkie niegodziwości, jakie ludzie uczynili od początku swych dziejów i dokonają jeszcze w przyszłości, zanim dopełnią się ludzkie dzieje. Nikt nie jest wykluczony z Jezusowego Przebaczenia, wszystkich, największych nawet zbrodniarzy Jezusowa modlitwa obejmuje teraz i już na zawsze.
Modlitwą: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią Jezus obejmuje także każdego z nas. Kiedy buntujemy się przeciwko Bogu i Jego woli, kiedy powodowani gniewem ranimy naszych najbliższych, kiedy rozbudzamy nasze najniższe instynkty i pożądania, tak naprawdę nie wiemy, co robimy. Rzadko zdajemy sobie sprawę z rozmiarów zła, które rozsiewamy naszymi nierozważnymi i nieodpowiedzialnymi osądami, słowami i czynami. I choć nie mamy złej woli, ale kierujemy się raczej nieopanowanymi i nieświadomymi odruchami i impulsami, to jednak zło się rozszerza i rani innych.
Modlitwa Jezusa: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią jest dla nas także wielkim wezwaniem. Kiedy widzimy bowiem, że nasze czyny ranią innych, choć tego wprost nie zamierzamy, to powinniśmy sobie uświadomić, że także nasi bliźni ranią nas w podobny sposób. Oni również nie wiedzą, co czynią. Kierują się nierzadko, podobnie jak my, niekontrolowanymi odruchami, których w sobie jeszcze nie rozpoznali. Z tego wzajemnego zrozumienia może zrodzić się duch przebaczenia i „wzajemnej miłości nieprzyjaciół”.
Przebaczenie grzechów jest dla każdego człowieka absolutną koniecznością, by mógł dostąpić wiecznego zbawienia. Bóg Ojciec przebaczył nam już wszystko w Chrystusie, ale nasz udział w tym przebaczeniu nie jest bezwarunkowy. Powinniśmy naśladować Boże miłosierdzie poprzez praktykę przebaczenia tym, którzy przeciwko nam zawinili.
Prośmy gorąco Jezusa, abyśmy w doświadczaniu wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi, potrafili modlić się Jego słowami: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.
o. Wiesław Strzelecki
prowincjał
Pozostałe aktualności
czwartek 26.03.2026
sobota 21.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
czwartek 19.03.2026
środa 18.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
sobota 07.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026
sobota 28.02.2026








