Dopełniam udręk Chrystusa
Data publikacji: sobota, 21-03-2026
Dopełniam udręk Chrystusa
„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4)
W Okresie Wielkiego Postu towarzyszymy Jezusowi w Jego męce. Jan Tauler, jeden z najwybitniejszych kaznodziejów niemieckich XIV wieku, opisuje jak należy rozważać i wprowadzać w nasze codzienne życie mękę i śmierć Jezusa: „Niektórzy tak mówią: Panie, codziennie rozmyślam nad Męką Pańską: o tym jak stał przed Piłatem, przed Herodem, przy słupie i w innych miejscach. Otóż posłuchaj mojej nauki: nie patrz na Boga jak na zwykłego człowieka, lecz wpatruj się w Boga […] niepoznawalnego, Boga najwyższego, potężnego i wiecznego, który jednym słowem stworzył niebo i ziemię i w ten sam sposób wszystko może w nicość obrócić. Rozważ, że ten właśnie Bóg chciał się tak unicestwić dla swoich stworzeń. I zarumień się wtedy ze wstydu, że ty, śmiertelny, nędzny człowiek, myślałeś o zaszczytach, korzyściach i dumie. Ugnij się pod krzyżem, skądkolwiek przychodzi, od wewnątrz czy z zewnątrz. Nagnij swoją pyszną duszę pod Jego cierniową koroną. I pójdź za ukrzyżowanym Bogiem w duchu poddania, pełnym prawdziwej wzgardy dla siebie samego, pod każdym względem, wewnętrznie i zewnętrznie, skoro twój tak wielki Bóg do tego stopnia się unicestwił, osądzony przez swoje własne stworzenia, skazany na śmierć i ukrzyżowany. W ten to sposób, cierpiąc cierpliwie i z pokorą, powinieneś naśladować Jego mękę, na niej się wzorować”.
Najgłębszy sens naszego cierpienia polega na tym, że jednoczymy się w takich trudnych chwilach z Chrystusem, który idzie swoją drogą krzyżową. Może rodzi się wtedy w naszym sercu bunt, ale przywołajmy wówczas słowa św. Piotra: „Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami” (1 P 2,21).
Czasami przeżywamy swoją małą drogę krzyżową, i wtedy On jest z nami. Nie jesteśmy sami! Słowa Psalmu 23 dają nam wielką otuchę: „Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
Chrystus z miłości do nas zwyciężył zło, a w szczególności śmierć. Gdy zanurzamy się w podobne doświadczenia – dobra walczącego ze złem i śmiercią - On zawsze jest z nami. Wiedział o tym dobrze błogosławiony o. Hilary Januszewski, który w sposób szczególny dopełnił udręk Chrystusa.
22 stycznia 1945 roku – wspomina - o. Adam Kozłowiecki , świadek życia bł. o. Januszewskiego: Tyfus szerzy się w zastraszający sposób, ludzie umierają jak muchy. Dziennie umiera przynajmniej stu więźniów, a są dni, w których śmiertelność osiąga liczbę 300. W tych warunkach ogłoszono niedawno na bloku 28, że księża mają się zgłaszać dobrowolnie do pielęgnowania chorych. Ochotników było 17 spośród księży i kleryków polskich. Z naszych księża Nawara i Antoń. Z innych: o. Paweł Januszewski, karmelita z Krakowa, ks. Lenckowski, Stanisław Grabowski, Feliks Kamiński i inni.
Trudno mi rozpisywać się nad ich decyzją, odwykłem już od superlatywów i egzaltacji; jednym tylko słowem mogę określić ich decyzję: bohaterstwo. Prawdziwa miłość bliźniego. Zamykają się z zarażonymi na izolowanych blokach, aby pielęgnować biedne chore ciała i ratować dusze... narażając się prawie na pewną śmierć.
To, co przeszliśmy w ciągu tych pięciu lat, mogło zabić wszelkie wyższe ideały. Bezwzględna walka o byt mogła u wielu wyrobić wstrętny egoizm i obojętność dla drugich. Lecz ci bohaterowie są jawnym dowodem, że idea miłości bliźniego, rzucona przed dwoma tysiącami lat przez Chrystusa, to nie mrzonka, ale idea realna, która zwycięża nawet tam, gdzie największa panuje nienawiść.
Wstyd mi wobec tych bohaterów [...]. Zastanawiam się, czy nie ma we mnie ukrytego zadowolenia, że sam zgłosić się nie mogę, gdyż Schultz trzyma nas przykutych łańcuchem do komanda. Nie wiem, czy zdobyłbym się na takie bohaterstwo, na jakie Wyście się zdobyli... Wstyd mnie, kapłanowi, wobec Was scholastycy.... (A. Kozłowiecki, s. 507-508)
[ Jden z więźniów W.S.] – (Wacek Płóciennik) powiedział mi dzisiaj, że rozpuszczono pogłoski, że księża, którzy się zgłosili do pielęgnowania chorych, dlatego się wszyscy zarazili, że kazali sobie dać zastrzyki, które by ich od tego uchroniły.
Tymczasem księża ci żadnych w ogóle zastrzyków nie otrzymali! Komuż to zależy na stałym oczernianiu, a przynajmniej umniejszaniu dobrego imienia księży?” (A. Kozłowiecki, str. 518)
Wobec przytoczonych faktów, pięknie o postawie bł. o. Januszewskiego pisał w 2010 roku przeor generalny karmelitów z Rzymu (o. Fernando Romera). Pisał wówczas: „Głównym przesłaniem i świadectwem, jakie wypływa z Jego postawy [o. Hilarego Januszewskiego W.S.] jest to, że osoby, które mają bogate i głębokie życie duchowe, życie wiary i intymności z Bogiem, w ważnych momentach potrafią zrobić krok naprzód, dając heroiczne świadectwo”.
Bracia i siostry!
Bóg nie milczy, nie jest głuchy na wołanie uciśnionych, na wołanie męczenników wszystkich czasów! Apokalipsa św. Jana bardzo jasno ukazuje nam tę prawdę. W rozdz. 8 wyraźnie ukazuje się, że każda modlitwa dociera do Boga. Oto anioł składa na niebiańskim ołtarzu kadzidła wraz z modlitwami wszystkich wiernych (nazwanych tu, zgodnie ze zwyczajem pierwszych chrześcijan, świętymi). Nietrudno zgadnąć, o co modlili się udręczeni wierni żyjący w czasach Nerona czy Domicjana: Jak długo jeszcze, Boże...
Tymczasem odpowiedź jest natychmiastowa: anioł bierze żar z ołtarza i rzuca na ziemię, i następują gromy, głosy, błyskawice i trzęsienie ziemi. Zagrzmiało... i nic!
Grzesznicy ani myślą się nawrócić, prześladowcy nie ustają w prześladowaniach. Ileż takich gromów rozbrzmiewa w całej Apokalipsie, ileż scen wiernie przypomina plagi egipskie... z dokładnie tym samym skutkiem: A pozostali ludzie, nie zabici przez te plagi, nie odwrócili się od swoich zabójstw…
Jaką naukę przekazuje nam Apokalipsa?
Sądzę, że jej Autor daje wiernym wszystkich czasów taką radę: Nie proś o kary na grzeszników, o gromy i plagi; bo to nie zmieni ich postępowania. Jest tylko jedno przedziwne lekarstwo zdolne nawrócić przynajmniej niektórych...
Lekarstwo to ukazane jest św. Jana w Ap11, 3-13. Oto dwóch tajemniczych świadków przekazuje Boże słowo miastu, które bynajmniej nie ma ochoty przyjąć ich świadectwa wiary; co więcej, mieszkańcy miasta zabijają niewygodnych proroków i cieszą się, że problem został definitywnie rozwiązany. Ale oto Bóg przywraca do życia zabitych i każe im wstąpić do nieba na oczach wrogów, wśród trzęsienia ziemi, które niszczy dziesiątą część miasta. „A pozostałych ogarnęło przerażenie i oddali chwałę Bogu nieba”.
Wyjątkowe zdanie! Wyjątkowe, bo w całej Apokalipsie tylko w tym jedynym miejscu, stwierdza się fakt nawrócenia grzeszników. Nie pomogły gromy i plagi, natomiast heroiczna wierność świadków, świadczących nie tylko słowem, ale i krwią, doprowadziła do opamiętania ocalałych mieszkańców miasta. A przecież ich działalność wydawała się jedną wielką klęską, nikt nie chciał słuchać ich słów! „Słowo nie nawróciło, nawróci krew” (K. Wojtyła, Stanisław).
Istnieje paradoksalne lekarstwo na zło panujące w świecie, jedyny „środek zaradczy” na zuchwałość prześladowców: heroiczne, wytrwałe świadectwo życia i słowa dawane nawet za cenę własnej krwi, na wzór o. Hilarego. Czyż Chrystus nie przyjął takiej właśnie metody?
Bóg jest sprawiedliwy. Przyjmuje cierpienia znoszone z poddaniem się Jego woli. Przyjął również cierpienia o. Hilarego i kilkuset jego braci kapłanów zamordowanych w Dachau jako ofiary złożone za nieprawości.
„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
Dachau i inne obozy zagłady to symbol zbiorowej tragedii, a przecież zło i jego przejawy w postaci cierpienia potrafią dotknąć nas osobiście. Czy chociażby nieunikniona perspektywa własnej śmierci nie przypomina nam tej ciemnej doliny, przez którą musimy przejść samotnie?
Różny kształt przybiera ciemna dolina w naszym życiu. Ile łez wyciśnie czasami z oczu żony mąż alkoholik, który zakłóca domową atmosferę, rujnuje finansowo rodzinę i wystawia ją na pośmiewisko ludzi.
Nawet w sprawach duchowych trzeba czasami przejść przez ciemną dolinę opuszczenia i niezrozumienia.
Bywa, że w cierpieniu mamy pretensje do Boga! Chociaż czasami zezwala On na cierpienie w naszym życiu, to jednak sam zjednoczył się z nami w bólu, gdyż w Jego planach cierpienie ma moc oczyszczającą.
Dlatego też, jeśli przechodzimy przez ciemną dolinę cierpienia, kiedy zło dopadnie nas z znienacka, pamiętajmy o ludzkiej godności! Nie podnośmy wtedy głosu pełnego pretensji pod adresem Boga, pamiętając o słowach św. Piotra: „Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił nam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami”.
„Czy nie warto [w tym kontekście] przypomnieć tej mało znanej postaci [o. Hilarego Januszewskiego], nie tylko współbraciom zakonnym, ale i szerokim kręgom ludzi wierzących. Czy ma na nowo powtórzyć się skarga proroka Izajasza: Sprawiedliwy ginie, a nikt się tym nie przejmuje. Bogobojni ludzie znikają, a na to nikt nie zwraca uwagi (Iz 57,1)” (A. Kozłowiecki s. 8-9).
Są ludzie, dla których Ewangelia nie jest piękną legendą; są ludzie, którzy żyją na wzór Chrystusa. Do takich osób niewątpliwie zalicza się bł. o. Hilary (A. Kozłowiecki parafraza, s. 532).
Męczeństwo w znaczeniu teologicznym, a takim było męczeństwo o. Hilarego, zawsze skupia się wokół osoby Chrystusa, obejmując w sobie naśladowanie i zjednoczenie z Nim.
Jest charakterystyczne, że starożytne opisy śmierci za Chrystusa, pochodzące z okresu ożywionej duchowości męczeńskiej (jak np. „Męczeństwo św. Polikarpa”), są ujęte w kategorii pasji ewangelicznej. W ten sposób wyraża się fakt utożsamienia ucznia - „świadka”, z cierpiącym dla zbawienia świata Mistrzem. Tak więc śmierć chrześcijanina dla oddania świadectwa Jezusowi – tak jak to było w przypadku o. Hilarego - stanowi w konsekwencji punkt szczytowy naśladowania Chrystusa.
Trzeba z radością stwierdzić, że pośród nas żyli i nadal żyją święci. W murach klasztorów karmelitańskich w Polsce, czy też w ich cieniu, uświęcili się poprzez heroiczne praktykowanie cnót lub przygotowywali się do okazania Chrystusowi heroicznej wierności i miłości w chwili męczeństwa liczni nasi współbracia zakonni i siostry w powołaniu karmelitańskim.
Stąpając po śladach naszych świętych oraz polecając się wstawiennictwu tych naszych braci i sióstr w powołaniu karmelitańskim, którzy zostali w Kościele obdarzeni chwałą błogosławionych. Odnówmy osobiste pragnienie dążenia do świętości i bądźmy we wszystkim wierni łasce naszego powołania – karmelitańskiego, do życia rodzinnego, do życia w samotności.
Bóg nie żąda od nas tej wierności w stopniu najwyższym, tj. nie żąda od nas dzisiaj przelania dla Niego własnej krwi, ale liczy na naszą wierność w codziennym życiu, w którym hojnie darzy nas swoją łaską i pragnie, aby nie pozostawała ona w nas daremną (por. 1 Kor 15, 10).
Ufamy, że wstawiennictwo bł. o. Hilarego Januszewskiego, a także orędownictwo wielu innych męczenników Karmelu, których imiona zostały wpisane nie tylko do Martyrologium XX wieku, ale zostały zapisane przede wszystkim w niebie (por. Łk 10, 20), sprawi, że ich męczeńska krew będzie posiewem mocnej wiary dla nas wszystkich i posłuży do odrodzenia się chrześcijańskiej moralności i do wzrostu powołań kapłańskich i zakonnych na całym świecie, gdyż już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Ojciec Kościoła Tertulian stwierdził, że „sanguis martyrum semen christianorum” [śmierć męczenników jest posiewem chrześcijan].
Na koniec posłuchajmy modlitwy nieznanego autora (prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia), który na krótko przed swoją śmiercią w komorze gazowej napisał piękny, głęboki tekst, którego słowa dokładnie wyrażają postawę o. Hilarego wobec obozowego zła.
„Panie, gdy przyjdziesz w Twojej chwale, / pamiętaj wtedy o ludziach dobrej woli. / Pamiętaj też o ludziach złej woli, / ale nie pamiętaj ich okrucieństw i gwałtów, / ich znęcania się nad nami. / Wspomnij na dobre owoce ich złego postępowania. / Przypomnij sobie cierpliwość jednych, odwagę drugich, / braterstwo, pokorę, wielkoduszność i wierność, / które w nas rozbudzili. / I spraw, Panie, aby owoce, / które przyniesiemy, / stały się kiedyś dla nich odkupieniem”.
Wobec powyższego, jakże przejmująco brzmią słowa błogosławionego o. Hilarego Pawła Januszewskiego, które skierował z obozu Dachau do swojej cioci. Pisał w maju 1942 roku: „[…] wiosna przyszła, działa dobroczynnie na wszystkich, a to stwarza dobrą atmosferę […]. Życzmy sobie takiej atmosfery, szczególnie w naszym życiu duchowym.
o. Wiesław Strzelecki O.Carm.
prowincjał
Pozostałe aktualności
czwartek 26.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
czwartek 19.03.2026
środa 18.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
sobota 14.03.2026
sobota 07.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026
sobota 28.02.2026








