Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym
Data publikacji: sobota, 28-02-2026
Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym
„Wtedy rzekł do nich: Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38)
Dzisiaj jednoczymy się z Chrystusem, który smuci się i cierpi w Ogrodzie Oliwnym, o czym świadczą jego słowa: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci”. Dzisiaj pragniemy współczuć Jezusowi, który modli się w Ogrodzie Oliwnym i pragniemy rozważyć to wszystko, co tam się wydarzyło.
Po spożyciu w Wieczerniku pierwszej Eucharystii, Chrystus odśpiewał z apostołami hymn, a następnie wyszli w stronę Góry Oliwnej (por. Mt 26,30). Św. Jan Ewangelista potwierdza tę informację pisząc, że udali się za potok Cedron (J 18,1). Synoptycy dodają, że ogród, do którego uczęszczał Jezus, nosił nazwę Getsemani. Była to posiadłość ziemska, którą obsadzono oliwkami.
Jezus podczas drogi z Wieczernika do ogrodu Oliwnego był smutny, a uczniowie pogrążyli się w milczącym zamyśleniu. Gdy weszli do Ogrodu Oliwnego, wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana - tych, którzy towarzyszyli Mu również w czasie przemienienia na górze Tabor (Mt 17,1) - i odszedł z nimi nieco dalej, zostawiając resztę uczniów w pewnej odległości. Nagle „zaczął drżeć oraz odczuwać trwogę” (Mk 14,33). Kiedy starali się Go pocieszyć, westchnął: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie” (Mk 14,23). Towarzystwo uczniów nie przyniosło Mu ukojenia i dlatego oddalił się na rzut kamieniem (Łk 22,41), wreszcie złamany „padł na ziemię i modlił się” (Mk 14,35).
Żydzi modlili się zwykle stojąc, ale On upadł wypowiadając słowa prośby: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). „Kielich” to wyrażenie metaforyczne, które w tym przypadku oznacza los przeznaczony każdemu. Nigdy w całym swym życiu Jezus nie okazał się tak prawdziwie człowiekiem.
W pewnym momencie ukazał mu się anioł z nieba i umacniał Go (Łk 22,43). Jedynie św. Łukasz Ewangelista - który był lekarzem - pisze o krwawym pocie: „Jego pot był jak gęste krople krwi sączące się na ziemię” (22,44). Zjawisko to określamy nazwą hematidroza.
Tego typu reakcja organizmu występuje w momentach największego cierpienia i strachu. Może też mieć inne objawy.
Z pewnością słyszeliśmy o ludziach, którzy nagle posiwieli. Niekiedy hitlerowcy i komuniści - którzy uzurpowali sobie całkowite prawo do władzy nad drugim człowiekiem - urządzali „pozorowane egzekucje”. Znane są przypadki, że oczekującym na wyrok śmierci posiwiały w jednym momencie włosy.
Św. Łukasz pisze o agonii Jezusa w Ogrojcu. Greckie słowo agonia oznacza nie tylko bliskość śmierci, ale i walkę, dramat.
Niełatwo jest czasami przyjąć wolę Bożą. Niełatwo ją było przyjąć w obozie koncentracyjnym Dachau.
„Niebawem wybuchł tyfus -wspominał współwięzień o. Hilarego, karmelita, o. Albert Urbański (s. 78-80). Zamykano blok za blokiem. Izolowane bloki mieszczące około 1000 niewolników każdy, skazane były na zagładę. Nie tylko sami pacjenci umierali, ale również w ślad za nimi zarażając się kolejno ginęli blokowi, izbowi i pisarze blokowi. Ludzie znajdujący się jeszcze przy życiu na tych blokach pozbawieni byli opieki […]. Wszystkie nieparzyste bloki poza „rewirem” (szpitalem) objęte były tyfusową epidemią.
Księża patrząc codziennie na wynoszone z izb przyległego do nich bloku trupy, świadomi swej bezsilności w niesieniu pomocy materialnej, przede wszystkim jednak troszczyli się o stan dusz nieśmiertelnych... „Żeby tak móc dostać się do nich i udzielać im Wiatyku i Ostatniego Namaszczenia..." myślał niejeden. Lecz czyż to nie szaleństwo? Przecież każdemu, kto wchodził do tego bloku, wychodzić już nigdy nie było wolno... A wszyscy systematycznie po kilkunastu zaledwie dniach zarażają się i giną.
Iść więc do nich — to znaczy narazić się na niechybną śmierć. Lecz cóż znaczy śmierć ciała w porównaniu ze zbawieniem wiecznym choćby jednej tylko duszy!? [dla kapłanów-więźniów swoisty dramat Ogrójca]
[…] kilku księży zgłosiło się dobrowolnie pójść na te bloki objęte tyfusem i biegunką, zdając sobie sprawę, że wchodząc za bramę kwarantanny żegnają się z tym światem. W rzeczy samej wszyscy oni [...] zarazili się, przechodzili ciężką chorobę tyfusu, a […] o. Hilary Januszewski swój obowiązek kapłański przypieczętował śmiercią” .
Agonia Jezusa w Ogrójcu przedłużała się. W pewnym momencie Jezus w głębokiej rozterce duchowej poczuł się całkowicie opuszczony przez najbliższych Mu uczniów. Gdy zbliżył się do nich, ujrzał wszystkich trzech pogrążonych we śnie, łącznie z Piotrem, który zapewniał Go o wierności.
- Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.
O wstrząsającej modlitwie Jezusa w Ogrójcu piszą trzej synoptycy: Mateusz, Marek i Łukasz. Wczujmy się w cierpienie w Ogrójcu Jezusa, który wypowiada wstrząsające słowa: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci".
Można spotkać ludzi, którzy nigdy, albo bardzo mało uśmiechają się. Na twarzach takich ludzi trudno odnaleźć oznak radości. Może popełnili w życiu wiele zła i wyrzuty sumienia gasiły w nich wszelką radość? Może spotkało ich tyle nieszczęść, że przestali się uśmiechać? Można powiedzieć, że tacy ludzie, z takich czy też innych powodów, są smutni aż do śmierci. Nie można jednak w żaden sposób porównać ich smutku do smutku Chrystusa, który cierpiał za wszystkich ludzi i był smutny w Ogrodzie Oliwnym z powodu samotności. O rzut kamienia od Niego, znajdowali się apostołowie, ale ci odpoczywali i nie zdawali sobie sprawy z tego, co dzieje się w duszy ich Mistrza. Jezus był więc w tym momencie bardziej samotny niż na Górze Kuszenia. Uczniowie zasnęli. Nie zdawali sobie sprawy z nadchodzących wydarzeń! Tylko Jezus widział każdy szczegół zbliżającej się męki.
Popatrzmy jeszcze na wydarzenia w Ogrodzie Oliwnym. Po wyczerpującej walce wewnętrznej Jezus godzi się na śmierć:
„Ojcze [...] niech się stanie wola Twoja!” (Mt 26,42). Podchodzi Judasz i zdradza Go pocałunkiem. Ten pocałunek nie jest symbolem przyjaźni, lecz zdrady, gdyż tym wszystkim, którzy przyszli do Getsemani, aby pojmać Jezusa, wskazuje na postać Jezusa.
Kto podróżował po Meksyku, ten wie, że w tym kraju niektóre figury Chrystusa mają głęboką ranę na policzku. Nazywają się „pocałunkiem Judasza”. Jedno jest pewne: ten powitalny pocałunek parzył Jezusa.
Chrystus ukazuje się w Ogrojcu jako „dobry Pasterz”. Jako „dobry Pasterz” broni swoich uczniów: „Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść” (J 18,8). „Związali Go” (J 18,12) i prowadzili prawdopodobnie z rękami związanymi w tyle. Uczniowie opuścili Jezusa i uciekli (Mt 26,56). Jedynie Piotr szedł za Nim z daleka.
Współczujmy Jezusowi! Współczuć, to pomagać nieść ciężar drugiemu człowiekowi. Człowiek cierpiący i smutny przypomina człowieka, który dźwiga ciężki bagaż, natomiast człowiek współczujący przypominam nam kogoś, kto stara się pomóc w dźwiganiu tego bagażu, aby ulżyć cierpiącemu. Z pewnością niejednokrotnie ktoś nam współczuł w naszych cierpieniach.
Bł. o. Hilary był na wzór Chrystusa był człowiekiem, który zauważał potrzeby drugiego, współczuł bliźnim. Był też człowiekiem modlitwy, na wzór Chrystusa w Ogrójcu.
Jego pobożność eucharystyczna w sposób szczególny ujawniła się w warunkach obozowych, w jego Ogrodzie Oliwnym.
W obozie [w Dachau] - pisał Wydawca wspomnień obozowych o. Adama Kozłowieckiego SJ (s. 9-10) - dochodziły do głosu i działały dwie siły. Biologiczna, nie cofająca się przed niczym i nie przebierająca w środkach siła i wola przetrwania oraz ludzka i chrześcijańska siła wiary, szukająca oparcia w Bogu Ukrzyżowanym, pojmująca i przeżywająca własną mękę jako uzupełnienie męki Chrystusowej (Kol 1, 24).
Wobec zagrożenia siłą zwierzęcą człowiek szukał ratunku w sile Bożej i ludzkiej, w sile Boga-człowieka; modlił się pokornie o zachowanie wiary, nadziei i miłości; o zachowanie i ustrzeżenie godności syna Bożego; o to, by nie stoczyć się do poziomu głodnego zwierzęcia, by z siebie i ze swego doczesnego życia nie uczynić praktycznie najwyższej wartości. Nie ukraść chleba, mimo że głód szarpał wnętrzności; nie odmówić pomocy słabszemu od siebie, choć człowiek sam słaniał się i ostatkiem sił gonił; nie zniechęcić się do łudzi, nie obrzydzić sobie drugiego człowieka, choć był odrażający, łapczywy, okrutny... Piec utrapienia doświadczał człowieka i ukazywał jego wartość.
Stop, z którego człowiek był zrobiony, ujawniał w ogniu próby elementy mniej hartowne, nędzę i słabość. Wtedy trzeba było nowej siły, żeby nie wzgardzić sobą, nie plunąć na siebie, nie zniechęcić się do siebie samego. Z pomocą przychodziły pokora i skrucha, dwie wielkie cnoty chrześcijańskie i jakże ludzkie!
A wszystko, całe życie wewnętrzne i zewnętrzne, było przeniknięte modlitwą.[…] Modlitwa ciągła […] była istotnym źródłem siły i odporności ludzkie.
Tam, w takich warunkach, jasno zarysował się profil duchowy o. Hilarego – żył duchowością eucharystyczną i taka też była jego modlitwa. W jednym z listów do rodziny pełen entuzjazmu napisał: „Tak bardzo się cieszę, że znowu po tylu latach mogę odprawić Mszę św”.
Czym jest radość, a czym smutek w naszym życiu duchowym, w życiu modlitewnym?
Radość towarzyszy nam wtedy, gdy spełni się jakieś nasze marzenie, gdy osiągniemy coś, do czego długo dążyliśmy. Odczuwamy radość, gdy spotykamy na Mszy św. Chrystusa i Nim się karmimy, gdy modlitwa jest spotkaniem z Bogiem; ale też cieszymy się, gdy otwieramy drzwi naszego mieszkania, na które długo oczekiwaliśmy, kobieta odczuwa radość, gdy urodzi dziecko, cieszymy się, gdy mąż podejmuje dobrą pracę, gdy po pracy przychodzi zadowolony do domu, odczuwamy radość, gdy otrzymujemy wiadomość, że nasze dziecko dobrze się uczy i zasługuje na pochwałę wychowawczyni. Tam, gdzie jest dobro, tam jest i radość.
Smucimy się jednak, gdy ktoś z naszej rodziny traci wiarę, gdy popadamy w grzechy, gdy ktoś choruje w naszym domu, gdy ktoś z naszych bliskich zmarł. Smutek jest zawsze reakcją na zło.
Chrystus smucił się w Ogrodzie Oliwnym, gdyż wiedział, że zbliża się moment Jego śmierci, która będzie bardzo bolesna, smucił się, gdyż widział wszystkie grzechy ludzi: nikczemność, podłość, oszczerstwa, morderstwa i zabójstwa, rozboje i kradzieże, przemoc, zdradę, bezbożność i wiele innych.
Mechanizm naszego ludzkiego życia polega na tym, że smutek przeplata radość, a radość przeplata smutek.
Cały problem polega na tym, aby nasz smutek nie był bezsensowny i bezużyteczny, ale by był to smutek, w którym jednoczymy się w modlitwie ze smutkiem Jezusa w Ogrojcu.
Tak jak to uczynił bł. o. Hilary, który boleśnie odczuwał trudy życia obozowego, ale z radością sprawował Mszę św., zanurzał się w bezkrwawej ofierze Chrystusa. Wiedział, że w modlitwie człowiek zawsze jest wolny, pomimo zewnętrznego zniewolenia. I to był powód jego głębokiej radości i siły do umacniania innych.
o. Wiesław Strzelecki O.Carm.
prowincjał
Pozostałe aktualności
czwartek 26.03.2026
sobota 21.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
piątek 20.03.2026
czwartek 19.03.2026
środa 18.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
wtorek 17.03.2026
sobota 14.03.2026
sobota 07.03.2026
piątek 06.03.2026
poniedziałek 02.03.2026








